Loading...

czwartek, 17 maja 2012

W poniższym opowiadaniu napisanym przez Izaaka Bashevisa Singera stajemy w obliczu potwornych konsekwencji głęboko doznawanych sprzeczności. Z jednej strony protagonista, oddany rytualny rzezak, szarpany jest głośnymi wyrzutami sumienia – tego kompasu moralnego, który nieuchronnie kieruje go w stronę współczucia. Z drugiej strony jego życie nabiera prawdziwego znaczenia pod wpływem jego roli w społeczności. Jak może stawić czoła innym, jeśli nie sprosta swojej roli? Jak w ogóle może nakłonić ucha do tego, co mówi mu wewnętrzny głos, głos jego serca?

Isaac Beshevis Singer (laureat literackiej nagrody Nobla) 


RZEZAK


 Jojne Meir powinien był zostać rabinem w Kołomyi30, bowiem dotychczas jego ojciec i dziadek zasiadali na rabińskim fotelu tej miejscowości. Jednakże tym razem zwolennicy kazimierzowskiego dworu stanęli okoniem: tym razem postanowili nie pozwolić chasydowi31 z Turzyska zostać miejskim rabinem. Przekupili pewnego powiatowego dostojnika i wysłali petycję do wojewody. Po długotrwałych sporach chasydzi z Kazimierza w końcu wygrali i osadzili swojego rabina. Aby jednak nie pozostawić Jojnego Meira bez środków do życia, mianowali go miejskim rytualnym rzezakiem.

Kiedy Jojne Meir usłyszał o tym, zbladł jeszcze bardziej niż zwykle. Protestował, że zabijanie nie jest dla niego; że ma zbyt miękkie serce i nie jest w stanie znieść widoku krwi. Lecz wszyscy naskoczyli na niego chcąc go przekonać – przywódcy gminy, członkowie synagogi w Turzysku, jego teść, Reb Getz Frampoler i Rajza Dosze, jego żona. Również nowy rabin, Reb Szolem Lewi Halberstam, naciskał go, aby przyjął tę pracę. Reb Szolem Lewi, wnuk rabiego z Sącza, bał się grzechu zabrania komuś możliwości zarabiania na życie i nie chciał, aby młodszy od niego człowiek pozostał bez chleba. Reb Jakow Leibele, rabin z Turzyska, napisał list do Jojnego Meira mówiący, że człowiek nie może być bardziej litościwy od samego Najwyższego, który jest Źródłem wszelakiego współczucia i litości. Gdy z pobożnością zabijasz zwierzę oczyszczonym nożem, to
--------------------------------------------------------------------
30 Niniejszy tekst jest tłumaczeniem na język polski z angielskiego, na który został przetłumaczony z hebrajskiego przez Mirrę Ginsburg, ponieważ nie ma bezpośredniego przekładu na polski. W angielskiej wersji występują zniekształcone nazwy miejscowości, według których udało się ustalić, iż rzecz mogła mieć miejsce w okolicach Lwowa, w czasach międzywojennych. Jest również zupełnie możliwe, że autor opisując autentyczne wydarzenia, zawiesił akcję gdzieś w bliżej nieokreślonej okolicy, a występujące nazwy są fikcyjne. (przyp. tłum.) 
31 Chasyd to członek dewocyjnego odłamu judaizmu, charakteryzującego się odprawianiem żarliwych, ekstatycznych modłów, oddaniem cadykowi (czyli mistrzowi) oraz, często, ścisłym przestrzeganiem określonych Zakonem rytuałów.
---------------------------------------------------------
uwalniasz duszę, która w nim zamieszkuje. Albowiem dobrze wiadomo, że dusze świętych często wcielają się w ciała krów, drobiu i ryb, ażeby pokutować za jakieś przewinienia.

Po liście rabina Jojne Meir zgodził się, doszedłszy do wniosku, że widocznie został do tego powołany dawno temu i zabrał się do studiowania praw rytualnego zabijania. Już pierwszy akapit najważniejszego dzieła na ten temat mówi, że rytualnym rzezakiem może być tylko człowiek bogobojny, więc Jojne Meir oddawał się Zakonowi z zapałem jeszcze większym niż zwykle.

Jojne Meir – mały, chudy, o bladej twarzy, z rzadką, żółtą kępką włosów na końcu brody, z haczykowatym nosem, zapadłymi ustami i żółtymi, przestraszonymi oczami położonymi zbyt blisko siebie – był znany ze swojej pobożności. Kiedy modlił się, zakładał trzy pary tefilin32: te Rasziego, te Rabiego Tama i te Rabiego Szerira Gaona. Zaraz po zakończeniu przepisowego okresu zamieszkania w domu teścia zaczął ściśle przestrzegać wszystkich postnych dni i wstawać w nocy, aby odprawiać północne obrządki.

Rajza Dosze, jego żona, już wcześniej żaliła się, że Jojne Meir jest nie z tego świata. Skarżyła się swej matce, że nie odzywa się do niej i nie zwraca na nią uwagi nawet w czasie jej czystych dni. Przychodzi do niej tylko w te noce, które następują po odbyciu przez nią rytualnej kąpieli raz na miesiąc. Twierdziła również, że Jojne nie pamięta nawet imion swoich córek.

Po przyjęciu stanowiska rytualnego rzezaka Jojne Meir nałożył na siebie nowe rygory. Jadł coraz mniej i mniej. Prawie przestał mówić. Kiedy żebrak po prośbie zastukał do jego drzwi, Jojne Meir pędził, by go powitać i oddawał mu ostatnie grosze. Prawdą jest, że profesja rytualnego rzezaka wpędziła go w melancholię, ale nie śmiał sprzeciwić się woli rabina. Tak ma być, rzekł sam do siebie – takie jest jego przeznaczenie, żeby sprawiać męczarnie i cierpieć męczarnie. A samo tylko Niebo wiedziało jak bardzo Jojne Meir cierpiał.

Jojne Meir obawiał się, że zemdleje podczas zarzynania swej pierwszej kury, albo że jego ręka nie będzie wystarczająco pewna. Jednocześnie, gdzieś na dnie serca żywił nadzieję, że popełni jakiś błąd, który uwolni go od wypełniania rozkazu rabina. Jednakże wszystko odbyło się zgodnie z regułami.

Wiele razy dziennie Jojne Meir powtarzał sobie słowa rabina: “Człowiek nie może być bardziej litościwy od Źródła całej litości i współczucia.” Tora mówi: “Zabijać będziesz ze stada swojego i z trzody swojej, jako ci nakazałem.”33 Mojżeszowi udzielono wskazówek w jaki sposób zarzynać i otwierać zwierzę w poszukiwaniu nieczystości. To wszystko jest tajemnicą tajemnic – życie, śmierć, człowiek, bydlę... Te, które nie zostaną zarżnięte i tak umierają z różnych chorób i często chorują całe tygodnie i miesiące. W lesie jedne zwierzęta żerują na innych. W morzach ryby połykają ryby. Przytułek w Kołomyi pełen jest kalek i paralityków leżących tam przez całe lata, którzy przeklinają samych siebie. Żaden człowiek nie może uniknąć cierpień tego świata.
-------------------------------------------
 32 Są to małe, skórzane saszetki zawierające karteczki zapisane cytatami z Pisma. Zgodnie z tradycją zakładają je żydowscy mężczyźni na lewe ramię i czoło podczas porannej modlitwy w ciągu tygodnia. 
33 Tłumaczenie własne z angielskiego. (przyp. tłum.)
--------------------------------------------

A mimo to Jojne Meir nie mógł znaleźć żadnej pociechy. Każda drgawka zarzynanego kurczaka odzywała się drżeniem w jego własnych wnętrznościach. Zabijanie każdego zwierzęcia, bez względu na to czy dużego, czy małego, sprawiało mu tyle bólu, jak gdyby podrzynał swoje własne gardło. Ze wszystkich kar, jakie mogły go spotkać, zarzynanie było najgorszą.

Trzy miesiące upłynęły zaledwie od czasu, jak Jojne Meir został rytualnym rzezakiem, ale czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Wydawało mu się jak gdyby zanurzony był we krwi i surowicy. Jego uszy rozdarte były gdakaniem kur, pianiem kogutów, gęganiem gęsi, rykiem wołów, beczeniem cieląt i meczeniem kóz, trzepotaniem skrzydeł, drapaniem pazurów po podłodze. Ciała nie chciały znać żadnego usprawiedliwienia i wykrętu – każde z nich opierało się na swój sposób, próbowało uciekać i wydawało się kłócić ze Stwórcą do ostatniego oddechu.

A i własny umysł Jojnego Meira szalał od pytań. Zaprawdę, w celu stworzenia świata Nieskończony musiał przyćmić swoje światło – nie może być wolnego wyboru bez bólu. Lecz ponieważ bydło nie zostało obdarzone możliwością wolnego wyboru, dlaczego ma cierpieć? Jojne Meir przyglądał się z drżeniem jak rzeźnicy ścinali krowy toporami i obdzierali je ze skóry zanim jeszcze wydały swe ostatnie tchnienie i jak kobiety żywcem obdzierały kurczaki z pierza.

W zwyczaju jest, że rytualny rzezak otrzymuje śledzionę i flaki z każdej krowy. Dom Jojnego Meira był pełen mięsa po brzegi. Rajza Dosze gotowała zupę w saganach tak wielkich jak kotły. W ich wielkiej kuchni panował ciągły szał gotowania, pieczenia, smażenia, mieszania i szumowania. Rajza Dosze znów zaszła w ciążę i jej brzuch sterczał spiczasto. Była wielka i tęga, a jej pięć sióstr było tak samo grube jak ona. Przychodziły ze swoimi dziećmi. Teściowa, matka Rajzy Dosze, codziennie przynosiła świeże ciastka i inne przysmaki swojego wypieku. Kobieta nie powinna dopuścić, aby był słyszalny jej głos, lecz służąca Rajzy Dosze, córka woziwody, śpiewała piosenki, tupała wokoło bosymi piętami, snując się po domu z rozpuszczonymi włosami i śmiała się tak głośno, że hałas roznosił się po wszystkich pokojach.

Jojne Meir miał ochotę uciec z tego materialnego świata, ale materialny świat następował mu na pięty. Smród rzeźni nie opuszczał jego nosa. Próbował szukać zapomnienia w Torze, ale okazało się, że Tora też pełna była ziemskich spraw. Uciekł się do Kabały34 chociaż zdawał sobie sprawę, że żaden człowiek nie dokopie się do misteriów, dopóki nie osiągnie czterdziestki. Niezależnie od tego dalej kartkował “Rozprawę o chasydyzmie”, “Ogród”, “Księgę Stworzenia” oraz “Drzewo Życia”. Tam, w wyższych sferach, nie było śmierci, nie było zarzynania, nie było bólu, nie było żadnych żołądków i bebechów, nie było żadnych serc i płuc, i żadnych wątrób, nie było przepon i żadnych nieczystości.

Tamtej pamiętnej nocy Jojne Meir podszedł do okna i spojrzał w niebo. Księżyc rozpościerał poświatę wokół siebie. Gwiazdy błyskały i mrugały, każda w swym własnym niebiańskim sekrecie. Gdzieś ponad Światem Czynów, ponad konstelacjami fruwają
--------------------------------------------
34 Kabbalah - termin ten reprezentuje mistyczną tradycję żydowską. Najważniejszym pismem Kabały jest Zohar. Rabini nie zalecali nauczania tego materiału nikogo poniżej 40-go roku życia, ponieważ łatwo o fałszywą jego interpretację bez uprzedniego, odpowiedniego ugruntowania wiedzy zawartej w Torze i Talmudzie. 
-------------------------------------------
Anioły i Serafiny, i Święte Koła, i Święte Zwierzęta. W Raju misteria Tory ukazywane są duszom. Każdy święty cadyk35 odziedziczył trzysta dziesięć światów i plecie koronę dla Boskiej Obecności. Im bliżej Tronu Chwały, tym jaśniejsze światło, tym czystsza promienistość, tym mniej bezbożnego motłochu.

Jojne Meir wiedział, że człowiekowi nie wolno prosić o śmierć, ale głęboko w sobie tęsknił za nią. Wstrętem go napawało wszystko, co miało związek z ciałem. Nie mógł nawet iść z innymi mężczyznami do rytualnej kąpieli, bo pod skórą każdego widział krew. Każdy kark przypominał Jojnemu Meirowi o nożu. Ludzkie istoty, podobnie jak bydło, miały lędźwie, żyły, flaki, pośladki. Jedno cięcie nożem i ci solidni panowie domu padaliby jak woły. Jak Talmud mówi, wszystko co ma być spalone jest już tak dobre jak spalone. Jeśli końcem człowieka jest zepsucie, robaki i smród, nie jest on w takim razie niczym, jak tylko kawałkiem zgniłego mięsa.

Jojne Meir zrozumiał teraz, dlaczego dawni mędrcy przyrównywali ciało do klatki – do więzienia, w którym dusza siedzi zniewolona, tęskniąca za dniem swego wyzwolenia. Dopiero teraz prawdziwie uchwycił znaczenie słów Talmudu: “Bardzo dobrze, to jest śmierć.” A mimo to człowiekowi zabroniono wyłamywać się ze swego więzienia. Musi czekać na klucznika, aby rozkuł jego kajdany i otworzył mu bramę.

Jojne Meir wrócił do łóżka. Przez całe życie spał na pierzowym piernacie, przykryty puchową pierzyną, z głową na puchowej poduszce – teraz nagle uzmysłowił sobie, że leży na piórach, z których obdarte zostały gęsi. Na sąsiednim łóżku chrapała Rajza Dosze. Od czasu do czasu z jej nosa wydobywał się świst i usta wydymały się jak bania. Córki Jojnego Meira chodziły po kolei do wiadra tupiąc bosymi piętami po podłodze. Spały razem i czasami szeptały i chichotały przez połowę nocy.

Jojne Meir wyglądał synów, którzy mogliby studiować Torę, ale Rajza Dosze rodziła córkę za córką. Kiedy były jeszcze małe, Jojne Meir od czasu do czasu szczypał je w policzek. Kiedy tylko uczestniczył w obrzezce, przynosił im kawałek ciasta. Czasami nawet całował je w głowę. Lecz teraz były duże. Zaczynały wyglądać jak ich matka. Rozrastały się wszerz. Rajza Dosze narzekała, że jedzą za dużo i za bardzo tyją. Wykradały co smakowitsze kawałki z garnków. O najstarszą, Basze, ktoś już się starał. W jednej chwili dziewczyny kłóciły się i urągały sobie, a w następnej czesały sobie nawzajem włosy i plotły warkocze. Bez chwili przerwy paplały o sukienkach, butach, pończochach, paltach i majtkach. Płakały i śmiały się na przemian. Iskały wszy, biły się, kąpały, całowały.

Gdy Jojne Meir próbował je karcić, Rajza Dosze krzyczała: “Nie bij ich! Zostaw dzieci w spokoju!” Albo jazgotała: “Lepiej staraj się, żeby twoje córki nie chodziły boso i nago!”

Po co im tyle rzeczy? Czy to potrzebne, żeby tak ubierać i adorować ciało do tego stopnia? – dziwił się Jojne Meir.

Zanim został rzezakiem rzadko przebywał w domu i niewiele wiedział, co się tam działo. Teraz jednak był i widział, co one robią. Córki wychodziły na grzyby i jagody wraz z dziewczynami z okolicznych domów. Znosiły do domu kosze. Rajza smażyła
-----------------------------------------------
35 Cadyk to przywódca społeczności chasydzkiej. Uważa się, że obdarzony jest specjalnymi, mistycznymi mocami. Słowo “cadyk” dosłownie oznacza “prawego człowieka.” 
-------------------------------------------------
borówki. Krawcowe przyszły do miary. Szewcy mierzyli stopy kobiet. Rajza Dosze kłóciła się ze swą matką o wiano Basze. Jojne Meir słyszał rozmowy o jedwabnej sukience, o aksamitnej sukience, o wszystkich możliwych rodzajach spódnic, okryć, futer.

Kiedy tak leżał nie śpiąc, wszystkie te słowa powracały echem do jego uszu. Tarzały się w luksusie, bo on, Jojne Meir, zaczął zarabiać pieniądze. Gdzieś w łonie Rajzy Dosze rosło nowe dziecko, ale Jojne Meir przeczuwał, że to będzie następna dziewczynka. “Cóż, trzeba przyjąć to, co niebo nam zsyła” – ostrzegł sam siebie.

Przykrył się, ale zrobiło mu się za gorąco. Poduszka pod głową stała się dziwnie twarda, jak gdyby pośród pierza był ukryty kamień. On, Jojne Meir, sam był ciałem: stopami, brzuchem, piersią, łokciami. Zakłuło go w kiszkach. Podniebienie było suche.

Jojne Meir usiadł. “Ojcze na niebie. Nie mogę oddychać!”

Elul36 jest miesiącem skruchy. W poprzednich latach Elul przynosił ze sobą poczucie podniosłego spokoju. Jojne Meir lubił chłodny powiew napływający od strony lasu i ogołoconych żniwem pól. Mógł godzinami wpatrywać się w jasnobłękitne niebo z jego postrzępionymi obłokami, które przypominały mu len, w który owinięte były owoce etrog37 na święto Szałasów. Babie lato snuło się w powietrzu. Liście na drzewach żółkły szafranowo. W świergocie ptactwa słyszał melancholijną zadumę Uroczystych Dni, kiedy człowiek robi obrachunki ze swą własną duszą.

Lecz dla rzezaka Elul jest czymś zupełnie innym. Olbrzymie ilości bydła zabija się na Nowy Rok. Przed Jom Kipur (Dniem Pojednania) każdy poświęca ofiarnego ptaka. Na każdym podwórku koguty piały i kury gdakały, a wszystkie miały być zabite. Wtedy przychodzi święto Sukot (Kuczki), święto Hoszana Raba, święto Szemini Aceret, święto Simchat Tora (Radość Tory) i Szabat Genesis. Z każdym z tych świąt wiąże się jakieś zarzynanie. Miliony sztuk drobiu i bydła żywe teraz, skazane są na śmierć.

Jojne Meir przestał sypiać po nocach. Gdy tylko się zdrzemnął, natychmiast opadały go zmory. Krowy przybierały ludzkie, brodate i pejsate kształty z jarmułkami na głowach za rogami. Jojne Meir zabijał cielaka, który zamienił się w dziewczynę. Błagała go o litość, a jej szyja pulsowała. Popędziła do obory spryskując krwią całe podwórko. Śniło mu się nawet, że zarżnął Rajzę Dosze zamiast owcy. W jednym z takich nocnych koszmarów usłyszał ludzki głos dochodzący z zarzynanej kozy. Z poderżniętym gardłem koza wskoczyła na niego i próbowała go ubóść przeklinając w języku aramaik i po hebrajsku, opluwając go śliną i pianą.

Jojne Meir zerwał się cały zlany potem. Kogut zapiał na podobieństwo dzwonu. Inne zwierzęta odpowiedziały jak kongregacja odpowiadająca kantorowi. Jojnemu Meirowi wydawało się, że ptactwo wykrzykiwało pytania, protestowało, lamentowało chórem na niedolę jaka na nie spadła.
-------------------------------------------
36 Elul jest nazwą jednego z miesięcy kalendarza żydowskiego, obejmującego drugą połowę sierpnia i pierwszą września wg. kalendarza gregoriańskiego; w miesiącu tym następuje żydowski Nowy Rok. 
37 Etrog - owoc cytrusowy zaliczany do czterech gatunków, którymi potrząsa się podczas święta Szałasów, czyli Sukot. 
-------------------------------------------
Jojne Meir nie mógł zaznać spoczynku. Usiadł, złapał się za pejsy z obu stron i zaczął się trząść. To obudziło Rajzę Dosze.

- Co się dzieje?
- Nic, nic.
- Czego się trzęsiesz?
- Zostaw mnie.
- Przestraszyłeś mnie!

Po chwili Rajza Dosze chrapała dalej. Jojne Meir wstał z łóżka, umył ręce i ubrał się. Chciał posmarować popiołem czoło i odmówić północne modły, ale jego wargi nie chciały wypowiadać świętych słów. Jakże mógł żałować zniszczenia Świątyni, jeśli rzeź szykowała się tutaj, w Kołomyi, a on, Jojne Meir, był Tytusem, Nabuchodonozorem!38

Powietrze w domu było duszące. Cuchnęło potem, tłuszczem, brudną bielizną, sikami. Jedna z jego córek coś mamrotała przez sen, druga jęczała. Łóżka trzeszczały. Jakieś szelesty dochodziły z szaf. W kojcu pod piecem siedziały ofiarne kurczaki, które Rajza Dosze hodowała na Dzień Pojednania. Jojne Meir słyszał chrobotanie myszy i cykanie świerszcza. Wydawało mu się, że słyszy korniki przegryzające się przez sufit i podłogę. Niezliczone stworzenia otoczyły człowieka, a każde z nich ma swoją naturę, swoje własne roszczenia w stosunku do Stwórcy.

Jojne Meir wyszedł na podwórko. Wszystko tu było chłodne i świeże. Tworzyła się mgła. Na niebie migotały gwiazdy północnej godziny. Jojne Meir odetchnął głęboko. Poszedł po mokrej trawie wśród liści i krzaków. Jego skarpetki zmoczyły się powyżej kapci. Doszedł do drzewa i stanął. Wydało mu się, że w gałęziach są jakieś gniazda. Usłyszał ćwierkot przebudzonych piskląt. Żaby rechotały w bagnie po drugiej stronie wzgórza. “Czy one nigdy nie śpią? – zapytał Jojne Meir. – Ich głosy są jak ludzkie.”

Od kiedy Jojne Meir zaczął zabijać, jego umysł dostał obsesji na punkcie żywych stworzeń. Borykał się z najprzeróżniejszymi pytaniami. Skąd się biorą muchy na przykład? Czy rodzą się z łona matki, czy może wylęgają się z jajek? Jeżeli wszystkie muchy wymierają w zimie, skąd się biorą nowe w lecie? A sowa, która mieszka pod dachem synagogi – co ta robi, kiedy przyjdą mrozy? Czy siedzi tam nadal? A może odlatuje do ciepłych krajów? I jak można przeżyć w czasie siarczystych mrozów, skoro ledwo można wytrzymać pod pierzyną?

Jakaś nieznajoma miłość przepełniała Jojnego Meira do tych wszystkich pełzaczy i lataczy, rodzących się i rojących. Nawet i myszy – czy to ich wina, że są myszami? Cóż mysz złego robi? Jedynym co chce jest kawałek sera lub kilka okruszków. Dlaczego kot jest ich takim zaciętym wrogiem?

Jojne Meir kołysał się w przód i w tył w ciemnościach. Być może rabin ma rację. Człowiek nie może być i nie wolno mu być bardziej litościwym i współczującym niż Pan uniwersum. A mimo to on, Jojne Meir, był chory z litości. Jakże ktoś może modlić się o
-----------------------------------------
38 Tytus był potężnym rzymskim cesarzem w I w. AD. W roku 70 opanował i zniszczył Jerozolimę, biorąc do niewoli i wyganiając całą żydowską populację. Postąpił podobnie jak Nabuchodonozor, król Babilonu od 605 - 562 pne., który w 586 roku oblegał Jerozolimę, a po jej zdobyciu dokonał całkowitego zniszczenia.
---------------------------------
życie w nadchodzącym roku lub o dogodne miejsce w Niebie, gdy odziera innych z życiodajnego tchnienia?

Jojne Meir pomyślał, że sam Mesjasz nie zdoła odkupić świata tak długo, jak długo niesprawiedliwość będzie wyrządzana zwierzętom. Według prawa wszystko powinno powstać z umarłych: każda krowa, ryba, komar, motyl. Nawet i w robaku pełzającym w ziemi żarzy się boska iskra. Zabijając każde stworzenie, zabijasz Boga...

- Biada mi, tracę rozum! – zamruczał Jojne Meir.

Tydzień przed Nowym Rokiem zabijanie zaczęło się na dobre. Jak dzień długi Jojne Meir stał nad dołem zarzynając kury, koguty, gęsi, kaczki. Baby się pchały, kłóciły, próbowały docisnąć się do rzezaka bez kolejki. Inne żartowały, śmiały się, przekomarzały i pokpiwały. Wokół fruwały pióra, a podwórko wypełnione było gdakaniem, gęganiem, kwakaniem i wrzaskami kogutów. Czasem jakiś ptak zakrzyczał jak ludzka istota.

Jojne Meir po brzegi pełen był rwącego bólu. Aż do tego dnia nadal miał nadzieję, że przywyknie do zabijania. Lecz teraz wiedział już, że gdyby nawet robił to sto lat, jego cierpienie się nie skończy. Dygotały mu kolana. Brzuch rozdęty. W ustach gorzki ślinotok. Rajza Dosze była też na podwórku ze swymi siostrami i gawędziła z kobietami życząc im błogosławionego Nowego Roku i żywiąc pobożne życzenia, że spotkają się znowu za rok.

Jojne Meir obawiał się, że już nie zarzyna zgodnie z Zakonem. W pewnym momencie zrobiło mu się czarno w oczach, w następnym złotawo-zielono. Co chwila sprawdzał ostrze noża paznokciem palca wskazującego, aby upewnić się, że nie jest wyszczerbiony. Co kwadrans musiał iść oddać mocz. Gryzły go komary. Wrony krakały na niego w gałęziach drzewa. Stał tam do zachodu słońca, a dół wypełnił się krwią.

Po wieczornych modłach Rajza Dosze postawiła przed nim zupę gryczaną i pieczeń. Lecz choć Jojne Meir nie tknął jedzenia od rana, nie mógł jeść. Gardło miał skurczone, jakaś gula siedziała mu w przełyku i ledwo przełknął pierwszy kęs. Odmówił shemę39 rabbiego Isaaca Lurii, wyspowiadał się i bił się w piersi jak człowiek śmiertelnie chory.

Jojne Meir myślał, że nie uśnie tej nocy, ale jego oczy zamknęły się, gdy tylko głowa dotknęła poduszki i wypowiedział ostatnie błogosławieństwa przed snem. Wydało mu się, że szuka nieczystości w zarżniętej krowie, rozcinając jej brzuch, wyrywając jej płuca i nadymając je. Co to miało znaczyć? Przecież to było zazwyczaj zadanie rzeźnika. Płuca rosły i rosły, pokryły cały stół i wypuczyły się aż do sufitu. Jojne Meir przestał dmuchać, ale płaty dalej rozdymały się same. Mniejszy płat, ten, który zwany jest “złodziejem”, zatrząsł się i zachwiał, jakby chciał pęknąć. Nagle jakiś świszczący, kaszlący, warczący szloch wyrwał się z tchawicy. Dybbuk40 zaczął mówić, krzyczeć, śpiewać, wyrzucać z siebie potok wersetów, cytatów z Talmudu, fragmentów Zoharu. Płuca wyrosły i poleciały trzepiąc jak skrzydłami. Jojne Meir chciał uciekać, ale drzwi zastawione były
---------------------------------------------------
39 Żydowskie wyznanie wiary; jedna z podstawowych żydowskich modlitw: “Posłuchaj, o Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest Jeden.” 
40 Zagubiona dusza, która według żydowskiego folkloru zasiedla i kontroluje żyjące ciało, dopóki nie zostanie wygoniona za pomocą odpowiednich rytuałów religijnych. 
-------------------------------------------
przez czarnego byka z czerwonymi oczami i nastawionymi rogami. Byk zacharczał i otworzył pysk pełen długich zębów.

Jojne Meir zatrząsł się i ocknął. Jego całe ciało było skąpane w pocie. Jego głowa była spuchnięta i jak wypełniona piachem. Jego stopy leżały na sienniku drętwo jak kłody. Zebrał się w sobie i usiadł. Założył chałat i wyszedł na dwór. Noc wisiała ciężka i nieprzenikniona, gęsta ciemnością przed świtaniem. Od czasu do czasu powiew wiatru dobiegał skądś, jak westchnienie czegoś niewidzialnego.

Mrowienie przebiegło mu przez krzyż, jakby ktoś przejechał go piórkiem po plecach. Coś w nim zaszlochało i zakpiło: “No i cóż z tego, że rabin tak powiedział? – rzekł do siebie. – I nawet gdyby Bóg Najwyższy rozkazał, to co? Obejdę się bez nagród na tamtym świecie! Nie chcę żadnego Raju, żadnego Lewitanu, żadnego Dzikiego Byka! Niechaj mnie rozciągają na madejowym łożu. Niechaj mnie wtrącą do piekieł. Nie będę miał żadnego z twych przywilejów, Boże! Już się nie boję twojego Sądu! Jestem zdrajcą Izraela, zbrodniarzem z premedytacją! – wrzeszczał Jojne Meir. – Mam więcej współczucia niż Najwyższy Bóg, więcej, więcej! On jest okrutnym Bogiem, Człowiekiem Wojny, Bogiem Zemsty. Nie będę Mu służył. To jest zatracony świat!” Jojne Meir roześmiał się, choć łzy gorące płynęły po jego policzkach rzęsiście.

Jojne Meir poszedł do komórki, gdzie trzymał swoje noże, osełki i nóż do obrzezki. Zebrał je wszystkie i wrzucił do dołu za wychodkiem. Wiedział, że bluźni, że znieważa święte narzędzia, że zwariował – ale już nie chciał być normalny.

Wyszedł z podwórka i zaczął iść w stronę rzeki, mostu, lasu. Jego talit41 i tefilin?! Nie, już ich nie potrzebował! Saszetka zrobiona była ze skóry krowiej. Jej przegródki zrobione były z cielęcej. Sama Tora napisana została na pergaminie. “Ojcze w Niebie, Ty jesteś mordercą! – krzyczał głos w Jojnem Meirze. – Jesteś zabójcą i Aniołem Śmierci! Ten cały świat jest jedną wielką rzeźnią!”

Kapeć spadł z jego stopy, ale zostawił go idąc dalej w jednym kapciu i jednej skarpetce. Zaczął wołać, wrzeszczeć, śpiewać. “Sam się odwodzę od rozumu – myślał – Lecz już to samo jest oznaką szaleństwa...” 

Otworzył wrota swego mózgu, a szaleństwo wpłynęło weń, zalewając wszystko. Z minuty na minutę Jojne Meir był coraz bardziej zbuntowany. Zrzucił jarmułkę, złapał frędzle kamizelki i pourywał je, a następnie porozrywał na strzępy kamizelkę. Owładnięty został siłą i lekceważeniem człowieka, który strząsnął z siebie wszystkie obciążenia.

Psy goniły za nim szczekając, lecz odpędził je. Otwierały się drzwi. Mężczyźni wybiegali boso z pierzem przyczepionym do jarmułek. Baby wychodziły w halkach i szlafmycach. Wszyscy wrzeszczeli próbując zagrodzić mu drogę, ale Jojnemu Meirowi udawało się wymykać.

Niebo sczerwieniało jak krew i okrągła czaszka wycisnęła się z krwawego morza jak z łona rodzącej kobiety.

Ktoś pobiegł powiedzieć rzeźnikom, że Jojne Meir postradał rozum. Przybiegli z kijami i powrozami, ale Jojne Meir był już za mostem i pędził przez ścierniska pól. Biegł i rzygał. Padał i wstawał, pokaleczony i potłuczony. Pastuchy, którzy paśli konie w nocy,
------------------------------------------
41 Czworokątny szal modlitewny zakładany przez mężczyzn podczas porannych modlów. 
------------------------------------------
szydzili z niego i obrzucali go końskim łajnem. Krowy na pastwisku biegły za nim. Dzwonki dzwoniły jak na pożar.

Jojne Meir słyszał wrzaski, nawoływania, tętent biegnących stóp. Ziemia uciekła mu spod nóg i Jojne Meir potoczył się po stoku wzgórza. Dotarł do lasu, przeskakując kępy darni i mchu, kamienie i strugi. Jojne Meir wiedział, że to nie rzeka rozciąga się przed nim – to było krwawe bagno. Krew lała się ze słońca, plamiąc pnie drzew. Z ich gałęzi zwisały flaki, wątroby, nerki. Poćwiartowane bydło wstawało na nogi i rzygało na niego żółcią i brzusznym szlamem. Jojne Meir nie mógł uciekać. Miriady krów i ptactwa otoczyły go, gotowe wziąć na nim odwet za każde cięcie, za każdą ranę, za każde podcięte gardło, za każde wydarte pióro. Z krwawiącymi gardłami śpiewały zgodnym chórem: “Każdy może zabijać i każde zabójstwo jest dozwolone.” 

Jojne Meir wybuchnął płaczem, który rozniósł się po lesie echem wielu głosów. Wzniósł pięść ku Niebu: “Ty diable! Ty morderco! Ty drapieżna bestio!” 

Przez dwa dni rzeźnicy szukali go, ale nigdzie nie można go było znaleźć. Wtedy Zeinwel, właściciel młyna, przyszedł do miasta z wiadomością, że zwłoki Jojnego Meira zatrzymały się na rzecznej tamie. Utonął.

Natychmiast ludzie z zakładu pogrzebowego udali się tam i przywieźli zwłoki. Było wielu świadków, którzy zeznali, że Jojne Meir zachowywał się jak wariat, zaś rabin zawyrokował, że jego śmierć nie była samobójstwem. Zwłoki umyto i pogrzebano na cmentarzu w pobliżu grobów jego ojca i dziadka. Sam rabin wygłosił mowę pogrzebową.

Ponieważ były wakacje i obawiano się, że Kołomyja może zostać bez mięsa, gmina w pośpiechu wysłała dwóch posłańców, aby przywiedli nowego rzezaka.


Od tłumacza: Tłumacz pragnie w tym miejscu podziękować wszystkim osobom należącym do warszawskiej społeczności żydowskiej i innym, które pomogły we właściwym przekładzie terminów należących do kultury i religii żydowskiej. 


Piotr Listkiewicz