Loading...

piątek, 18 sierpnia 2017



POBIERZ BEZPŁATNIE KSIĄŻKI NA STRONIE KSIĘGARNI


Z przyjemnością zawiadamiam, że ukazało się właśnie drugie wydanie "Poznaj siebie" 
oraz nowa książka "Droga za próg". Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę Księgarni.



RUSOFOBIA


           
           W Lublinie, naprzeciwko UMCSu, był kiedyś (a może nadal jest) bar mleczny, gdzie studenci, zawsze bez grosza przy duszy, mogli się od biedy wyżywić. Wieść niesie, że bardzo, bardzo dawno temu, gdy ZSRR wojował z Afganistanem, pewnego dnia do baru zawitał student: „Są ruskie w Kabulu”? „Co?” – zdziwiła się bufetowa. „Ruskie w Kabulu” – powtórzył student. „Nie prowadzimy – odparła bufetowa – ale mogę podać zwykłe ruskie”. „Nie, nie – powiedział student – ruskie w Kabulu”, i wyszedł. Za dziesięć minut pojawił się następny. „Są ruskie w Kabulu?” „Nie ma”. Za chwilę trzeci, czwarty i tak dalej przez kilka godzin. Następnego dnia goście baru zobaczyli na szybie witryny duży napis: NIE MA RUSKICH W KABULU.

      A propos „ruskich”… Rosiewicz wyszedł kiedyś na estradę w podkoszulce z napisem na piersiach: NIE LUBIĘ RUSKICH. Ponieważ w tamtych czasach na wszystkich występach kabaretowych siedział na widowni cenzor, atmosfera zrobiła się gęsta i urzędnik państwowy już wstawał, żeby zrobić drakę, gdy Rosiewicz odwrócił się na chwilę i widownia zobaczyła, że na plecach jest wypisane: PIEROGÓW.

         Takie niewinne żarciki nie zapowiadały jeszcze ani rusofobii, ani niewytłumaczalnej nienawiści polskiego narodu do Ruskich. Do wszystkich Ruskich z niemowlętami urodzonymi wczoraj włącznie. Gdy tylko wspomni się o wschodnim sąsiedzie, słyszy się w odpowiedzi same pretensje. Pretensje bez jakiegokolwiek dowodu i uzasadnienia. Kiedy pytanie jest głębszej natury, rozmówca zaczyna się plątać i w końcu wychodzi, że nie wie, dlaczego nienawidzi Ruskich. Co poniektóry wywlecze pretensje o zabory, rzekomą rosyjską agresję będącą „gorącym” tematem zachodniej propagandy oraz czterdzieści pięć lat narzuconego nam ustroju socjalistycznego pilnowanego przez radzieckie wojska na terenie Polski.

       Jakoś tak się stało, że wybaczyliśmy Niemcom zarówno zabory, jak i hitlerowską okupację. Wybaczyliśmy również Francji i Wielkiej Brytanii za wypięcie się na nas w 1939 roku. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że uwaga większości Polaków zwrócona jest na Zachód, jako ucieleśnienie wszelkiego dobra, sprawiedliwości i luksusu. Te ciągotki w stronę zachodniej Europy najpierw, a następnie Stanów Zjednoczonych, wynikają z marzeń i tęsknot za iluzorycznym zachodnim „rajem na Ziemi”, w którym nie potrzeba pracować, a dolary rosną na drzewach. Pamiętam jak już w latach 50’ polskie media biły na alarm ostrzegając przed zachodnimi „podżegaczami wojennymi”, jak Gomółka i Cyrankiewicz grzmieli z mównic o „zgniłym Zachodzie” i pamiętam jakie to odnosiło skutki. Jeszcze bardziej nienawidziliśmy Ruskich, bo rusko-polscy politycy dosłownie i w przenośni „pluli na Zachód”, czyli bezcześcili przedmiot naszych tęsknot i marzeń.

        Minęło kilkadziesiąt lat, a sami przekonaliśmy się, że ta „ruska propaganda” – jeśli ją pozbawić szowinizmu – miała rację. Polacy zaczęli wyjeżdżać zagranicę, najpierw do DDRu, a następnie dalej, i oczywiście naocznie przekonywali się o tym, że jeśli się ciężko pracuje, to można żyć dostatnio na Zachodzie. Ci z nich, którzy mają oczy trochę szerzej otwarte, po jakimś czasie zaczynają zauważać tę „zgniliznę”, papierową „demokrację”, ciągłe podżeganie do wojny nuklearnej, problemy społeczne najcięższego sortu, w tym rasizmu, dyskryminacji kobiet, budzącego się faszyzmu, kryminalnej brutalności policji, przestępczych i narkotykowych gangów oraz niesprawiedliwości systemu kapitalistyczno-korporacyjnego. Ci z nas, którzy zakosztowali zachodniego „raju na Ziemi”, zaczęli z łezką w oku przypominać, jak to było za komuny.

      Jarek i Leszek „co ukradli Księżyc”, dwaj nieletni gwiazdorzy polskiego filmu, w czasach komuny pokończyli szkoły i studia za friko. Być może korzystali w tym czasie z letnich kolonii, obozów i wczasów również za psie pieniądze. Obowiązkowo chodzili do teatrów i kin za połowę ceny. I nie tylko oni, ale wielu innych, którzy dzisiaj „odkomunizowują” nasz kraj. Co oni mogą powiedzieć złego o komunie? Czy byli prześladowani za nieprawomyślne poglądy tak, jak to się dzisiaj dzieje? Czy nie mogli znaleźć pracy po studiach? Czy cierpieli większą biedę niż reszta narodu? Zaiste, przydałoby się więcej zdrowego rozsądku. Zamiast tego przyłączyli się do zachodniej, zimnowojennej rusofobii, czyli irracjonalnego strachu przed Ruskimi i tą zarazą zakazili nawet tych, którzy nie mając żadnego powodu, żeby nienawidzić Ruskich, zarażają tą nienawiścią następne pokolenia.

           Z czego się rodzi ten irracjonalny strach? Czy nie z nieczystego sumienia z powodu zapiekłej nienawiści wyssanej z mlekiem szumnie reklamowanej „matki-Polki”? Gdzieś tam na dnie podświadomości czai się przeczucie, że w zasadzie nie mamy za co nienawidzić Ruskich. Na dziesięć osób zaczepionych na ulicy, siedem odpowie, że nie cierpi Ruskich, ale gdy padnie następne pytanie „za co”, nie wiedzą co odpowiedzieć. „A bo to złodzieje” – można na przykład usłyszeć, ale gdy zapytamy „co panu ukradli”, odpowiada, że „no, nic, tak się to mówi”.

      Przypominanie zaborów, jest używaniem wytrycha do otwartych drzwi. Kto z obecnych rusofobów może coś konkretnego powiedzieć o zaborach, kto zna szczegółową ich historię? Dlaczego Polskę „rozebrano”? Kto był temu winien? Założę się, że oglądając obraz Matejki „Rejtan”, mało kto obecnie wie, o co tam chodzi. Kto zdradził, kto sprzedał Polskę zaborcom? Odpowiedź brzmi: Sami Polacy – a nawet powiem więcej – sam kwiat polskiej arystokracji. Czy można argumentować na temat „rosyjskiej agresji”? Poczytajmy prawdziwą historię obu krajów, nie tą, którą tworzy IPN. Ile razy Ruscy na nas napadli, a ile razy my na nich?

         A czterdzieści pięć lat „rosyjskiej okupacji” Polski? Kto nas nią obdarzył? Bez naszego udziału Europę podzielono na strefy wpływów, USA i Wielka Brytania wytyczyły nowe granice nie pytając nikogo o zdanie. Z Niemiec zrobiono dwa osobne państwa, a Polskę okrojono bez zgody Polaków. Granice w Afryce i na Bliskim Wschodzie wytyczono pod linijkę nie bacząc, że w ten sposób dzieli się bezlitośnie narody, grupy etniczne i religijne. Ale my, Polacy, nie bierzemy tego pod uwagę i wciąż patrzymy na Zachód, jakby stamtąd miało przyjść zbawienie – zaś patrząc w tamtą stronę, odwracamy się tyłkiem do wschodniego sąsiada, któremu zawdzięczamy tak wiele.

         Jak by na to nie patrzeć, ZSRR wyzwolił Polskę z niemieckiej okupacji. Na terytorium Polski zginęło kilkaset tysięcy radzieckich żołnierzy, polskie ziemie są dosłownie przesiąknięte ich krwią. To są fakty prawdziwej historii. Naszą wdzięczność wyrażamy rusofobią oraz bezczeszczeniem grobów i pomników wdzięczności wzniesionych za komuny, jednocześnie kłaniając się i podlizując Zachodowi, choć już wiemy, do jakiego stopnia jest „zgniły”.

        Lizusostwo jest obrzydliwą cechą. Tak jak cała klasa w szkole nie cierpi lizusów, podlizujących się nauczycielom w nadziei uzyskania lepszej lokaty pomimo miernych zdolności i wstrętu do pracy nad sobą – tak samo społeczeństwo ich nie lubi. A mimo to wielu, bardzo wielu Polaków posiada tę cechę w mniejszym lub większym stopniu zaawansowaną. W dawnych szlacheckich czasach takimi lizusami byli szaraczkowi szlachcice, którzy „trzymali się pańskiej klamki” pasożytując na magnackich dworach. Dzisiaj są też tacy, którzy wiszą u pańskiej klamki tych, co mają pieniądze zdobyte na brudnych biznesach, ludzi u władzy i tych, którym się powiodło. Czy nadal jest w Polsce zwyczaj urządzania podwójnych imienin? To znaczy jedno przyjęcie (skromniejsze) dla rodziny i prawdziwych przyjaciół, zaś drugie (wystawne) dla tych, których opłaca się zaprosić, bo „coś mogą” oraz mogą się przydać. Czy to nie jest czepianie się pańskiej klamki?

        Lizus jest klakierem, trollem, hipokrytą, który w swojego pana wierzy jak w ewangelię, patrzy mu z uwielbieniem w oczy, stara się zgadnąć jego myśli i przy każdej okazji nie szczędzi mu pochwał. Inaczej mówiąc pompuje pańskie ego tak długo, aż fortuna nie dokona zwrotu i zabraknie okruchów z pańskiego stołu – jak się kiedyś mówiło: Pańska łaska na pstrym koniu jeździ. Wtedy odwraca się i szuka innego pana i innej klamki.

       Myślę, że zabory nie trwałyby aż tak długo, gdyby Polacy wcześniej wzięli się za organizowanie narodowych powstań, zamiast czepiać się klamek zaborców i Napoleona. Ile zostało polskiej krwi przelane na innych ziemiach w obronie nie zawsze czystych interesów zagranicznych panów?

      Polscy rusofobi ochoczo przyłączyli się do post zimnowojennej rusofobii zachodniej. To też przejaw polskiego lizusostwa, hipokryzji i narodowej dulszczyzny. To jest też trzymanie się pańskiej klamki – w tym przypadku Waszyngtonu, Londynu i Brukseli. Oni nienawidzą Ruskich, to co, my mamy być gorsi? Przecież Ruscy nam to… i owo, i tamto zrobili, a my jeszcze nie mieliśmy okazji, żeby się odpowiednio odwdzięczyć. Nie, nie – nie za wyzwolenie spod władzy nazistów, lecz dlatego po prostu, że nienawiść do Ruskich jest w modzie.

     Dlaczego Zachód nienawidzi Ruskich? Ze strachu, który czai się w podświadomości przywódców, którym Rosja przeszkadza w realizacji brudnych imperialistycznych planów. Wmawia się narodom wyimaginowane koncepcje i „fakty”, że Rosja stanowi zagrożenie dla pokoju światowego, stabilizacji gospodarczej i demokracji. Demokracji na zachodnią modłę oczywiście. Rosja jest jedynym straszakiem, który czai się w wyobraźni tych, którzy mają nieczyste sumienia. Ten strach rodzi się ze zmyślonych podejrzeń i oskarżeń, które tak wbiły się umysły, że stały się goebelsowską prawdą oraz z niejasnego poczucia, że Rosja rzeczywiście może iść prostą drogą, uczciwie, zgodnie z prawem. Zachodni establishment dobrze wie, że prowadzi podwójną grę, politykę kłamstw, nieuczciwości, krętactwa i że stawia się ponad prawem. Zdaje sobie sprawę, że wzbierający wrzód musi któregoś dnia pęknąć. Każdy krętacz i kłamca zostanie pewnego dnia zdemaskowany, i tego się boi.

        Polskiemu establishmentowi zależy, aby przypodobać się Zachodowi. Za wszelką cenę chcemy być „zachodni”, zwłaszcza dlatego, że obecnie od Ruskich dzielą nas tak wielkie kraje jak Białoruś i Ukraina. Wydaje się niektórym polskim politykom, że w ten sposób Polska przesunęła się nieco na Zachód i już nie jest krajem Europy Wschodniej. Przyłączenie się do zachodniej rusofobii w pewnym sensie nas nobilituje – robimy przecież to, co robi ukochana Ameryka, szykowna Francja, nadal jeszcze potężna Wielka Brytania. My, biedni i zacofani Polacy, jesteśmy razem z klasą panów, z istotami ludzkimi najwyższego gatunku.

        Putin jest „cichy i pokornego serca”, ale do czasu. Nie zapominajmy, że Putin jest graczem na arenie międzynarodowej. Jest szachistą i mistrzem japońskiej walki – od ludzi, którzy osiągnęli perfekcję w tych dziedzinach, oczekuje się rozwagi, logiki, cierpliwości i stalowych nerwów. Putin jest właśnie taki, „nie wadzi nikomu”, ale gdy go zaczepią, odpowie z całą siłą. Pomyślmy logicznie – czy będzie miał inne wyjście? Czy ktoś pomyślał, że każda próba uderzenia na Rosję z terenu Polski, spotka się z natychmiastowym odzewem, być może nuklearnym? Co z Polski pozostanie? Gdzie wtedy będą obrońcy z przereklamowanego NATO? Czy nie odwrócą się do nas tyłkiem jak W. Brytania i Francja w 1939?

         Pamiętajmy, że historia lubi się powtarzać.     

            

poniedziałek, 16 stycznia 2017

POBIERZ BEZPŁATNIE KSIĄŻKI NA STRONIE KSIĘGARNI

Z przyjemnością zawiadamiam, że ukazało się właśnie drugie wydanie "Poznaj siebie". Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę Księgarni.

czwartek, 15 września 2016

NOWA KSIĄŻKA STUDIA ZA PRÓG !!!

Niestety, radość była przedwczesna... :-(

Nowa książka pt. "Droga za próg" nie ukaże się drukiem podzielając los wszystkich wcześniejszych. Raz jeszcze musicie się, Państwo, zadowolić skromnym e-bookiem.

Jednak tym razem NOWOŚĆ !!! Książkę można drukować na własny użytek.

Życzę miłej lektury!

wtorek, 18 września 2012

W SPRAWIE KOMENTARZY NA KANALE YOU YUBE (studiozaprog)


Zanim przejdę do omawiania dalszych części Ewangelii Jana, chciałbym ostrzec niektórych widzów, że ich komentarze będą wyrzucane, zaś ich autorzy blokowani. Sprawy, które poruszam omawiane są na bazie odwiecznych mistycznych nauk, które nie zostały wyssane z palca lub wzięte z sufitu. Jeśli komuś nie odpowiada taka interpretacja, a nie potrafi jej skontrować w sposób inteligentny i kulturalny, lepiej żeby przestał oglądać moje filmy, oszczędzając sobie czasu i nerwów. Pod każdym z nich jest miejsce przeznaczone na komentarze, co jednak nie znaczy, że forum mojego kanału może być miejscem do wyżywania się słownego, jak to jest w przypadku innych forów, gdzie im gorętsza „dyskusja” i więcej chamstwa, tym lepiej dla prowadzącego witrynę, bo zwiększa jej popularność. Moje forum służy do wymiany poglądów i szanuję czyjeś przekonania niezgodne z moimi, pod warunkiem, że wyrażane są spokojnie i rzeczowo.

Poruszane przeze mnie zagadnienia dotyczą spraw duchowych – jest to zatem sprawa delikatna i poważna. Jeśli ktoś próbuje je ośmieszać i w dodatku robi to w sposób niezgodny z kanonami przyzwoitości, świadczy to jedynie o jego lub jej poziomie inteligencji i kultury. Proszę zatem nie oczekiwać, że ja lub inni komentatorzy będą polemizować w tym samym stylu, robiąc z mojego kanału śmietnik. 

Ostrzegam również, że w obliczu tego co się ostatnio dzieje na świecie, wszelkie obraźliwe stwierdzenia na temat mistycyzmu nie będą traktowane pobłażliwie, zaś firma Google, do której należy YouTuba, może na moją prośbę pociągnąć do odpowiedzialności bezmyślnych autorów. Proszę nie liczyć, że ukrywanie się pod pseudonimem, uchroni autora lub autorkę od wykrycia jego/jej prawdziwej tożsamości. 

Publikowanie obraźliwych, szowinistycznych i rasistowskich treści napisanych w sposób prymitywny i bezmyślny przez ludzi, którzy nawet nie potrafią się prawidłowo wyrazić po polsku, świadczy o tym, jakich obrońców ma Kościół katolicki w Polsce. 

Piotr Listkiewicz

sobota, 11 sierpnia 2012


Ponieważ Studio "Za próg" rozpoczęło na You Tubie następny cykl pt. "Ewangelia Jana", warto zapoznać się z jednym z rozdziałów książki Johna Davidsona pt. "Ewangelia Jezusa - w poszukiwaniu jego prawdziwych nauk". Książkę tę można kupić na tym blogu w dziale "Księgarnia".

Mistyczna Ewangelia Jana


      Ewangelia Jana posiada charakter zupełnie odmienny od Ewangelii synoptycznych, a wcześni ojcowie Kościoła przypuszczali nawet, że jest ona ostatnią z wszystkich czterech. Celem jej autora jest przede wszystkim przekazać mistyczne nauki Jezusa tak, jak sam je rozumiał. Nawet przedstawienie wydarzeń historycznych jest często podporządkowane temu celowi, a jego opowieści są opowiadane w taki sposób, aby uwypuklić mistyczne znaczenie. Spowodowało to również, że szereg fabularnych opowieści znanych z Ewangelii synoptycznych uległo transformacji podczas tego procesu. Większa część tej Ewangelii posiada jednolitość stylu i sposobu przedstawiania nauk, czego nie można powiedzieć o pozostałych Ewangeliach.
      Na podstawie samej Ewangelii możemy wyciągnąć wniosek, że autor był zapoznany z tekstem Marka i prawdopodobnie Łukasza. Co się tyczy Ewangelii Marka, Jan do pewnego stopnia naśladował jego, co bardziej niezwykłą, frazeologię. Jednakże w odróżnieniu od Mateusza i Łukasza, nie przepisuje od Marka słowo w słowo. Wydaje się, że całe zdania podobne do zdań w Ewangelii Marka, przychodzą mu do głowy pod wpływem znajomości jego tekstu, podczas zastanawiania się nad konkretnymi wydarzeniami. Na przykład, w przypadku karmienia tłumów Marek i Jan mówią o chlebie za dwieście groszy31, mówią też jednakowo o kobiecie namaszczającej stopy Jezusa, że robiła to przy pomocy maści szpikanardowej płynącej, bardzo kosztownej, którą można było sprzedać drożej niż za trzysta groszy.32
      Jan dodaje nazwy miejsc i nadaje imiona osobom, anonimowym u Marka i Łukasza. Kobieta o nieznanym imieniu, która u Marka namaszcza stopy Jezusa, u Jana posiada imię Maria i jest siostrą Marty. Jan twierdzi, że pewna wioska – jak sformułowano u Łukasza – to Betania, gdzie mieszkały siostry.33 W czasie aresztowania Jezusa, gdy Piotr obcina ucho słudze najwyższego kapłana, Jan podaje imię tego sługi, które brzmi Malchus34, podczas kiedy Marek i Łukasz nie podają ani kto ucho obciął, ani komu je obcięto. W wielu przypadkach Jan zmienia również kolejność wydarzeń.
      Takie odniesienia i rzekome poprawki wraz z podejściem Jana do ogólnego przesłania i prezentacji wcześniejszych Ewangelii, doprowadziły wielu uczonych do konkluzji, że częściowo jego celem było skorygowanie i rozszerzenie tych wcześniejszych zapisów życia i nauk Jezusa, a zwłaszcza z duchowego punktu widzenia. Na przykład pominięte zostały opisy drzewa genealogicznego Jezusa, opowieść o narodzeniu z dziewicy, o kuszeniu przez Szatana, brak listy dwunastu apostołów, przemienienia oraz monologu w ogrodzie Gethsemane. Skrybowie i Saduceusze zostali zastąpieni bardziej ogólnym „Żydzi” lub czasami tylko faryzeuszami, natomiast oberżystów, opętanych przez demony i innych po prostu nie ma. Nie ma także apokaliptycznego przesłania, a żydowskie oczekiwanie Dnia Sądu i końca świata nadzorowanych przez Mesjasza, zastąpione jest poszukiwaniem „żywota wiecznego” w tym samym czasie, gdy jest się skazanym na grzech i śmierć w tym świecie.
      Pominięte zostały również znane z Ewangelii Marka, Mateusza i Łukasza powiedzenia i przypowieści. Nie ma Kazania na Górze ani na Równinie. W ich miejsce wstawiono wykłady Jezusa i jego dialogi z różnymi grupami ludzi. Wystarczy chociażby pobieżnie przestudiować te ustępy, aby dojść do przekonania, że powstały one z myślą o czymś zupełnie innym niż powiedzenia przypisywane Jezusowi w Ewangeliach synoptycznych. Ich styl i wyrażany przez nie proces myślenia jest całkowicie odmienny. Dlatego, choć nie ma wątpliwości, że przekazują głęboko mistyczne przesłanie, większość uczonych zgadza się z tezą, że są one wymysłem samego Jana, bazującym na naukach Jezusa.
      Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Jan jest po prostu pod wpływem helleńskich trendów, a – jak już powiedziano w przypadku Łukasza – tworzenie „fikcyjnych” przemówień i dialogów było rzeczą całkowicie normalną w literaturze greckiej i rzymskiej. A oto, co mówi na ten temat cytowany wcześniej Canon Streeter:

Biorąc to pod uwagę widzimy, że dawnym czytelnikom czwartej Ewangelii zapewne nawet nie przyszło do głowy, że przemowy wkładane w usta Jezusa można traktować jako dosłowny przekaz lub nawet jako kwintesencję rzeczywistych słów przez niego wypowiedzianych przy jakichś okazjach.
(B.H. Streeter, FGSO pp.370-371)

      W Ewangelii Jana sztuczna konstrukcja dialogów powoduje, że zaczyna nam się wydawać nieprawdopodobnym, aby takie konwersacje mogły w ogóle mieć miejsce. Rozmaici rozmówcy Jezusa niezmiennie mówią dokładnie to, co powinni – tzn. dobrze lub źle, ale zawsze tak, żeby Jezus mógł wyrazić to, co chce i nawiązać dialog, który ma zawrzeć w sobie sytuację zamierzoną przez autora. Na przykład Żydzi i faryzeusze są zazwyczaj „chłopcem do bicia”, bo nieustannie wychodzą z zewnętrznym, materialistycznym i dosłownym punktem widzenia, tylko po to, aby Jezus mógł ich pouczać. Na podobnej zasadzie, długie i często piękne wykłady przypisywane Jezusowi, są tworem autora, który w ten sposób chce wyrazić pewne prawdy duchowe.
      To naturalnie nie oznacza, że Ewangelia Jana nie oddaje akuratnie nauk Jezusa. Jeśli jej autor wiedział, o czym mówi i posiadał głęboki wgląd w nauki Jezusa, mógł on przekazać je bardziej akuratnie niż niektóre z oryginalnych powiedzeń zawartych w Ewangeliach Łukasza i Mateusza, które zostały podredagowane.
      W celu osiągnięcia tego celu autor korzystał z takich środków jak metafora, alegoria oraz dwuznaczniki. Nawet opowieści o cudach i innych wydarzeniach okazują się być przy bliższym przyjrzeniu się bardziej jak przypowieści o mistycznej wymowie lub służą jako motyw, wokół którego zbudowany jest wykład lub dialog. To samo naturalnie dotyczy Ewangelii synoptycznych, które nabierają życia i sensu, gdy rozpatrywane są jako alegorie i metafory. Ten sposób pisania był powszechny w tamtych czasach i utrzymał się przez wiele pokoleń. Na przykład wiele pism Starego Testamentu, które z pozoru wydawały się zapisami historycznymi, dawni rabini interpretowali jako alegorie. Patrząc z tej strony, Jan reprezentuje zlepek kulturowych cech grecko-żydowskich, co jest zresztą ogólnie rzecz biorąc ewidentne w jego Ewangelii. A oto, co wiele lat temu napisał uczony z dziedziny Nowego Testamentu, George Milligan:

Czwarty Ewangelista umyślnie decyduje się na ukazywanie znaczeń i przedstawianie faktów w taki sposób, że jego Ewangelia jest studium, a nie zbiorem faktów historycznych sensu stricto z życia Jezusa.
Ta jego cecha jest tak wiodąca, że w pewnych kołach doprowadziła do przekonania, że ta Ewangelia jest niczym innym, jak przewijającą się alegorią, w której autor specjalnie umieścił wymyślone sytuacje i skomponowane przez siebie mowy, w celu pełniejszego uzmysłowienia ludziom koncepcji ideału Chrystusa, która nim owładnęła.
(George Milligan, NDT pp.156 – 157).

      Wprawdzie z częstymi aluzjami mistycznymi i dwuznacznikami będziemy mieli do czynienia dalej, w miarę spotykania ich w omawianym tekście, ale niechaj kilka z nich już teraz posłuży nam za ilustrację naszych tez. Wiemy już na przykład, że w odróżnieniu od fabuły Ewangelii synoptycznych, według Jana Jezus został ukrzyżowany w ten dzień, kiedy paschalne jagnięta były składane w ofierze. To pasuje do wcześniej przedstawionej symboliki Jezusa jako Baranka Bożego, który ofiarowany jest, aby zgładzić grzech tego świata oraz nadaje sensu jego unikalnemu i symbolicznemu wykładowi na temat jedzenia ciała i picia krwi Syna Bożego. Takie potraktowanie opowiastki Marka wskazuje na przekonanie Jana, że zewnętrzne aspekty życia Jezusa i jego śmierci nie mają większego znaczenia w zetknięciu z ich aspektami duchowymi. Jan w pozytywny sposób podchodzi do Ewangelii Marka i zawartych w niej dosłownych interpretacji, ale na plan pierwszy wysuwa duchową stronę zagadnień. Jego Ewangelia jest zatem nie tyle odpowiedzią na dosłowności i eksternalizacje szerzące się w łonie chrześcijaństwa, których Ewangelia Marka była jedynie odzwierciedleniem, lecz chcąc być zgodnym z potrzebami swoich czasów, rzadko kiedy ukazuje swoją interpretację w sposób konkretny. A oto, co mówi następny uczony z dziedziny Nowego Testamentu, Donald Riddle: Jan tak skutecznie ukrył znaczenie przedstawianych wersetów, że dla wielu czytelników były one trudne do zrozumienia. (D.W. Riddle, GOG p. 234).
      Na przykład rozmowa Jezusa z kobietą samaryjską35 przy studni Jakubowej jest osnuta wokół metafor studni i wody, umożliwiając Jezusowi ukazanie różnicy pomiędzy wodą tego świata a Żyjącą Wodą Słowa.
      Istnieje wiele przykładów tego rodzaju dialogów w Ewangelii Jana. Na przykład, kiedy Żydzi pytają jako ten umie Pismo, gdyż się nie uczył?, Jan daje do zrozumienia, że mistycy dostają swą wiedzę z wewnątrz i nie potrzebują zewnętrznego nauczania. W związku z tym odpowiedź Jezusa: nauka moja nie jest ci moja, ale tego, który mię posłał36 jest kontynuacją zamysłu autora.
      Również korzystanie z dwuznaczników jest bardzo częste w czwartej Ewangelii. Na przykład: Póki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości. (Jan XII:36). Autor używa tu wielokrotnej gry słów, biorąc za przedmiot słowo światło. Póki macie światłość oznacza dopóki jesteście żywi w ludzkiej postaci. Póki macie światłość oznacza również bycie z tym światłem, które jest postacią Zbawiciela. W obu przypadkach – jak radzi autor słowami Jezusa – oznacza to wierzenie w mistyczne Światło, w Boga w sobie; oznacza poszukiwanie Go, abyście byli synami światłości, synami Ojca i prawdziwymi poszukiwaczami wewnętrznego Boskiego Światła.
      Pod wieloma względami większość Ewangelii Jana jest skonstruowana w formie długiej homilii osnutej na jej prologu, który wyraża mistyczną doktrynę Logos, które przychodzi do tego świata jako Słowo co ciałem się stało w celu zbawiania dusz. Wszystkie inne zagadnienia skupiają się wokół tego krótkiego wstępu, o czym się będziemy przekonywać naocznie w miarę dalszej analizy. Okazuje się zatem, że Ewangelia Jana przekazuje podstawowe mistyczne przesłanie. Jan nie zwraca zbytnio uwagi na czysto ludzkie aspekty postępowania ścieżką mistyczną, co uwypuklają Mateusz i Łukasz. Kazanie na Górze oraz wiele powiedzeń i przypowieści wziętych z Q zajmują się ludzką walką o przeżycie duchowego życia, natomiast Ewangelia Jana przedstawia pryncypia będące podstawą ścieżki mistycznej. Tym sposobem wzmacnia – prawdopodobnie całkiem świadomie – wcześniejsze Ewangelie, docierając do mistycznych fundamentów, na których oparte były nauki Jezusa, które one przedstawiały.
      Oczywiście istnieje wiele odmiennych opinii i teorii wśród uczonych, którzy próbują jakoś sobie poradzić z charakterem Ewangelii Jana. Niektórzy próbowali analizy źródeł, która okazała się tak bardzo owocna w przypadku Ewangelii synoptycznych, a głównie Mateusza i Łukasza. Inni sugerowali scenerio „dwóch autorów”, gdzie dialogi i wykłady stworzone przez jednego autora zostały pocięte i wklejone w fabułę stworzoną przez drugiego. Lecz to nie całkowicie wyjaśnia spójności narracji z wykładem, ani odczuwalnej jedności w dialogach.
      Jest niewątpliwie prawdą, że są liczne oznaki późniejszych ingerencji edytorskich w Ewangelii Jana i możliwym jest również, że jakieś części manuskryptu zostały poprzesuwane. Na przykład ostatnie siedem wersetów rozdziału XIV kończy się słowami: wstańcież, pójdźmy stąd, po czym wykład ciągnie się dalej aż do końca rozdziału XVI, gdzie takie zakończenie pasowałoby o wiele lepiej. Sugerowano również kilka innych przemieszczeń w celu uporządkowania niektórych dziwnie nie pasujących sekwencji zarówno wśród wydarzeń, jak i dyskursów.
      Są również liczne miejsca, gdzie te same słowa powtarzają się jako części innego wykładu. Autorzy mają tendencje powtarzania pewnych fraz lub pojęć używając tych samych słów – mogło się zatem zdarzyć, iż autor Ewangelii Jana podczas układania dzieła skorzystał z ustępów, które przedtem napisał jako niezależne kawałki na temat Logos i Syna Bożego. Na przykład, przy pięciu różnych okazjach Jezus zapowiada swoje rychłe odejście poczynając od słów: jeszcze małą chwilę, maluczko lub podobnych, po czym następujące zdania są bardzo podobne37. Możliwym jest, że autor miał zamiar poddać swoją pracę procesom edytorskim, ale nigdy nie miał okazji tego zrobić. Być może zmarł, pozostawiając swe dzieło w postaci zbioru tabliczek lub arkuszy papirusu, a jakiś jego przyjaciel lub uczeń zrobił, co mógł, aby to opublikować, ale nie chciał wprowadzać żadnych poważniejszych edycyjnych zmian, choć zapewne nie raz nie był pewien, jakie zdanie autor chciał napisać. Jednakże wszystkie te możliwości nie odwodzą nas od przekonania, że w większości mamy do czynienia z dziełem tej samej osoby.
      Niektóre fragmenty Ewangelii Jana są przez większość uczonych uważane za nieautentyczne. Do takich należy przede wszystkim ostatni, XXI rozdział. Już w 1641 roku Hugo Grotius wylansował pogląd, że rozdział ten został dopisany przez zbór w Efezie, gdzie jak się ogólnie uważa, Ewangelia była pisana. Powody są dość złożone i nie mamy tu miejsca na szczegółowe rozważania tej sprawy, możemy jednak wskazać na kilka bardziej oczywistych aspektów. Przede wszystkim to rozdział XX doprowadza Ewangelię do końca:

Wieleć i innych cudów uczynił Jezus przed oczyma uczniów swoich, które nie są napisane w tych księgach.
Ale te są napisane, abyście wy wierzyli, że Jezus jest Chrystus, Syn Boży, a żebyście wierząc żywot mieli w imieniu jego.

(Jan XX:30,31)

      Do tego momentu większość Ewangelii, a zwłaszcza jej bardziej mistyczne partie, w sposób doskonale widoczny pisane są stylem charakterystycznym dla Jana. Jednakże po wersecie 31 rozdziału XX następuje kontynuacja tej samej Ewangelii, rozpoczynająca się od następujących słów:

Potem się zaś ukazał Jezus uczniom u morza Tyberyjadzkiego, a ukazał się tak.
(Jan XXI:1)

      Ostatni, dwudziesty pierwszy rozdział, który uczeni zwą „appendixem” (dodatkiem), nawiązuje do spraw i problemów chrześcijańskich tamtych czasów, o których będzie później. Przedstawia on również zrozumienie charakteru rezurekcji odmienne od tego, jakie reprezentuje reszta Ewangelii Jana. To samo tyczy się rozdziału dwudziestego. We wcześniejszych dialogach i wykładach rezurekcja według Jana posiada całkowicie duchową naturę, natomiast rezurekcja w rozdziałach dwudziestym i dwudziestym pierwszym nosi charakter materialistyczny, podobnie jak u Marka i w innych Ewangeliach. Analogiczna sytuacja występuje w przypadku wyjaśnień ponownego przyjścia u Jana, gdzie Jezus mówi, że „przyjdzie znowu” jako „Pocieszyciel”, czyli Duch Święty. W pozostałych Ewangeliach ponowne przyjście odbędzie się w sferze materialnej przy akompaniamencie apokaliptycznych wydarzeń, implikujących koniec świata, gdy Jezus przyjdzie, aby sądzić świat, a wszyscy powstaną ze swych grobów.
      Wydaje się zatem prawdopodobne, że podczas kiedy większość tej Ewangelii można przypisywać jednemu autorowi posiadającemu mistyczne dyspozycje, to jednak niektóre inne fragmenty zostały dodane zgodnie z chrześcijańskimi wierzeniami owych czasów, tak jak to widzimy u Marka i w pozostałych Ewangeliach synoptycznych, z którymi oryginalny autor Ewangelii Jana nie zgadzał się. Większa część Ewangelii, zaczynającej się od prologu i zawierającej dialogi i dyskursy ciągnące się aż do rozdziału XVII, niewątpliwie wywodzi się od tego samego autora, chociaż i ona nie uniknęła obcych wstawek i zmian edytorskich różnego typu. Dalsze części tekstu, zawierające głównie narrację, relacjonujące aresztowanie, proces i egzekucję Jezusa, mogą również pochodzić od tego samego autora, ale ze względu na występowanie poważnych różnic, ta teza nie jest zbyt pewna. Natomiast istnieje małe prawdopodobieństwo, żeby rozdział XX napisał autor głównego trzonu Ewangelii oraz jest zupełnie nieprawdopodobne, żeby napisał on rozdział XXI.
      Sprawa nie jest wcale prosta, a mając pod dostatkiem wiele naukowych teorii i sugestii, niemożliwym jest dokonanie pełnego osądu tego zagadnienia w tak skrótowej formie, na jaką nam pozwalają ramy niniejszej książki. Wydaje się pewnym jednak, że mistyczna esencja Ewangelii Jana została przepracowana później i również nabyła pewnych opisowych dodatków prawomyślnych w stosunku do chrześcijańskich doktryn, widocznych już wyraźnie w Ewangeliach synoptycznych.
      Jednakże nadal pozostaje otwartą kwestia, kto napisał mistyczną część tej tajemniczej Ewangelii oraz kto dołożył dodatki? Na to pytanie odpowiedź jest jak zwykle niepewna i jest od dawna przedmiotem poważnych sporów. Ewangelia Jana, taka jak ją teraz mamy, jest dziełem anonimowym. Choć przedostatni werset appendixu mówi o tym, że to, co powyżej napisano jest wspomnieniem ucznia którego miłował Jezus38, a którego tradycja zawsze identyfikowała z Janem, synem Zebedeusza, to jednak te dwa ostatnie wersety są jeszcze bardziej podejrzane niż cały appendix.
      Powody są proste. Po pierwsze, nie jest zbyt prawdopodobnym, żeby Jan mówił o sobie jako o kimś, kogo Jezus kochał bardziej niż pozostałych uczniów. Po drugie, tego wersetu nie ma w jednym z najwcześniejszych dostępnych manuskryptów, Codex Sinaiticus z IV w.  Po trzecie, chociaż cała Ewangelia pisana jest w trzeciej osobie, przedostatni werset pisany jest w pierwszej osobie liczby mnogiej (wiemy), zaś w ostatnim mamy pierwszą osobę liczby pojedynczej (tuszę). Z tego wysnuto wniosek, że przedostatni werset jest dalszym dodatkiem do dodatku, a wielu uczonych jest zdania, że ostatni werset zalicza się też do tej samej kategorii.
      Dalsze informacje możemy wyłuskać z trzech listów „Jana” należących do epistolarnej części Nowego Testamentu, których autorstwo tradycyjnie przypisuje się Janowi, autorowi Ewangelii. Zarówno drugi, jak i trzeci list przedstawiają autora jako Starszego, ale ponieważ są one bardzo krótkie i nie zawierają zbyt wielu nauk, jedyny pewny wniosek, jaki można z nich wyciągnąć, sugeruje przypuszczenie, że Starszy jest przywódcą, którego wpływy rozprzestrzeniły się dalej niż jego własny, lokalny zbór. List pierwszy Jana, podobnie jak Ewangelia jest anonimowy i w odróżnieniu od dwóch dalszych jest raczej czymś w rodzaju eseju pt. O Słowie Życia, zawierającego wiele podobieństw w formułowaniu myśli oraz frazeologii do dyskursów czwartej Ewangelii. Na tej podstawie mamy prawo przypuszczać, że list ten był pisany przez autora Ewangelii Jana – albo, że ów „Jan” był tak pochłonięty tą Ewangelią, że wyrażał się tak językiem, jak i sposobem formułowania myśli charakterystycznym dla niej. Czy jednak pierwszy list Jana oraz mistyczne części Ewangelii Jana były pisane przez Starszego, a jeśli tak, to kim on był?
      Euzebiusz cytował niejakiego Papiasa z II w. AD, który pisał w tym samym fragmencie o Janie, synu Zebedeusza oraz o Starszym Janie, którego również nazywał uczniem Pana. W innym miejscu Papias mówi po prostu Starszy39, jakby już sam ten tytuł wystarczał do jego identyfikacji. Wynika z tego, że Starszy był nie tylko innym Janem, ale był znaczącą personą w hierarchii kościelnej Małej Azji. Na przykład Polikarp, biskup Smyrny w Małej Azji zamęczony po 155 r. AD w wieku 86 lat, również twierdził, że jest uczniem Jana, który widział Pana40, lecz chociaż prawdopodobnie mówił on o Janie Starszym, to twierdzenie nie jest jednoznaczne.
      Czwarta Ewangelia datowana jest na ca 90 – 95 r. AD, chociaż niewiele jest przesłanek wskazujących na tak precyzyjną datę. Prawdopodobnie najistotniejszym argumentem jest fakt, że ponieważ jej autor wydaje się być zapoznany z Ewangeliami Marka i Łukasza, musiał swoją Ewangelię pisać po nich. Po drugie, autor nazywa protagonistów Jezusa Żydami, co wskazuje na czasy, kiedy różnice pomiędzy chrześcijanami a żydami były już wyraźnie zaznaczone, a to – jak się uważa – nastąpiło nie wcześniej niż u schyłku I w. AD.
      Gdybyśmy przypuścili, że Jan Starszy widział Jezusa i został jego uczniem jako młody człowiek, w czasach pisania Ewangelii musiałby być w wieku późnych lat siedemdziesiątych, zaś gdyby autorem był Jan Apostoł, musiałby on być nawet starszy. Czy jednak Jan Apostoł dożył tak późnego wieku? Według Ireneusza Jan mieszkał w Efezie i zmarł w bardzo późnym wieku za panowania cesarza Trajana (98 – 117 r. AD). Istnieje również list pisany pod koniec II w., zachowany przez Euzebiusza (c. 260 – 340), w którym Polikrates, biskup Efezu, pisze do Wiktora, biskupa Rzymu (189 – c.199), że Jan, ukochany uczeń, który kiedyś był wysokim kapłanem, został pochowany w Efezie.41 Ten sam Polikrates twierdził również, że Jan został zamęczony przypuszczalnie w Efezie, lecz inny wczesny dokument mówi, że Jan i jego brat Jakub zostali zabici przez Żydów, co raczej nie mogło mieć miejsca w Efezie, a jeszcze gdzie indziej mówi się, że zostali zamęczeni w Jerozolimie. Wszelako gdyby tak było, musiałoby to się wydarzyć przed upadkiem Jerozolimy, czyli przed rokiem 70 AD. Znowu zatem mamy do czynienia ze sprzecznymi informacjami i jak widać, nawet wcześni chrześcijanie nie byli pewni co do pochodzenia czwartej Ewangelii. Dawni ojcowie Kościoła mieli tendencje rozsiewania fałszywych informacji w niemniejszym stopniu niż sami kompilatorzy Ewangelii.
      Sytuacja komplikuje się dalej, ponieważ wczesnochrześcijańskie Kościoły chciały koniecznie udowodnić autentyczność i przypisać autorytet apostolski swoim lokalnym Ewangeliom w celu zyskania znaczenia przede wszystkim w oczach innych zborów i społeczności chrześcijańskich. Najlepszym przykładem jest Ewangelia Jana, która nie od razu została przyjęta przez Kościół rzymski, prawdopodobnie ze względu na jej związek z Janem Starszym oraz na chęci Kościoła z Małej Azji do umocnienia swojej pozycji. Taka była prawdopodobnie główna motywacja dopisania rozdziału XXI, a może nawet również rozdziału XX. Te zabiegi doprowadziły czwartą Ewangelię do lepszej zgodności z naukami Marka, zawartymi w Ewangelii powszechnie używanej w Rzymie. Pomogły one dopasować ją do chrześcijańskich wierzeń wylansowanych przez Ewangelie synoptyczne i listy Pawła, które zdążyły się już szeroko rozprzestrzenić we wschodnich i zachodnich zborach.
      Istnieje wiele dowodów na to, że Ewangelia Jana nie od razu została zaakceptowana przez ortodoksyjne chrześcijaństwo na innych terenach. Hipolit, biskup Rzymu w początkach III w., uważał za stosowne napisać Obronę Ewangelii i Apokalipsy Jana, a ponieważ nikt nie broni, jeśli nikt nie atakuje, oznacza to, że musiały być jakieś kontrowersje w sprawie akceptacji. Natomiast Gajus, jeszcze inny znaczący chrześcijański ojciec w Rzymie tamtych czasów, przypisywał autorstwo obu tych ksiąg pewnemu gnostykowi o imieniu Cerintus, który był współczesny apostołowi Janowi, zaś Epifaniusz i Pilaster mówili również o innych. Także usiłowania Ireneusza udowodnienia, że istnieją tylko cztery Ewangelie, ani jednej więcej, ani mniej, stwarza podejrzenie, iż przynajmniej jedna z czterech musiała być podejrzana.
      Bez wątpienia częściowym celem listu napisanego przez biskupa Polikratesa z Efezu do biskupa Wiktora z Rzymu, było wykazanie ważności Kościoła azjatyckiego poprzez wzmianki o Janie, Filipie i innych wielkich oświeconych wczesnego Kościoła w Azji Mniejszej. Albowiem Wiktor w chwili aroganckiego wzburzenia ekskomunikował zbory w Azji za nie kłanianie się woli Rzymu i przyjęcie innej daty Wielkanocy.
      Jeden z problemów dotyczących autorstwa czwartej Ewangelii polega na zbyt dużej liczbie Janów. Są niektóre ustępy w Apokalipsie, które są przypisywane jakiemuś Janowi i które posiadają pewne wspólne cechy z czwartą Ewangelią. Jednakże Apokalipsa jest tak złożonym i pomieszanym dokumentem, że lepiej będzie, gdy zajmiemy się nim osobno później.
      Tak więc, Ewangelia Jana w żadnym wypadku nie jest prosta w swej strukturze i nawet w świetle szczegółowych analiz przeprowadzonych przez wielu uczonych, nigdy nie udało się wyciągnąć żadnej konstruktywnej konkluzji co do tego, w jaki sposób jej rozmaite elementy zostały połączone razem. Jaka by jednak nie była prawda na ten temat, można stwierdzić definitywnie, że czwarta Ewangelia, którą popularnie zwiemy „Jana”, zawiera szereg bardzo istotnych, klarownych i pięknych tekstów mistycznych, do których będziemy mieli jeszcze wielokrotnie okazję powracać.


Przypisy:


1.  Zob. The Sources of the Second Gospel, A.T. Cadoux and The Gospel of Mark, B.H. Branscomb.
2.  Marek VI:30ff i VIII:1ff.
3.  Marek XV:16: „Lecz żołnierze wprowadzili go do dworu, to jest do ratusza, i zwołali wszystkiej roty.”
4.  Tedy widząc setnik, który stał przeciwko niemu, iż tak wołając oddał ducha, rzekł: Prawdziwie człowiek ten był Synem Bożym. (Marek XV:39).
5. W polskiej wersji NT we wszystkich przypadkach tego rodzaju występuje termin “setnik”, co jest dosłownym tłumaczeniem odnośnych słów łacińskiego i greckiego. (przyp. tłum.)
6. Biblia Tysiąclecia podaje nazwę regionu “dziesięciu miast” jako “Dekapol”. (przyp. tłum.)
7. Marek V:1-17.
8. Z polskojęzycznych wersji tylko Biblia Gdańska podaje „krainę Gadareńczyków”, zaś BW i BT mówią o „kraju Gerazeńczyków”. (przyp. tłum.)
9.    Łuk. XVI:18.
10. 2Moj. XII:22.
11. Jan I:29.
12. Jan XIII:27.
13. Mat. XXVII:5: A porzuciwszy one srebrniki w kościele, odszedł, a odszedłszy powiesił się. Act. I:18 BG: Tenci wprawdzie otrzymał rolę z zapłaty niesprawiedliwości, a powiesiwszy się, rozpukł się na poły i wypłynęły wszystkie wnętrzności jego. Biblia Gdańska potwierdza, że Judasz się powiesił, natomiast BT i BW jako przyczynę śmierci Judasza podają upadek. (przyp. tłum.)
14. Mieszkańcy jednej z prowincji Irlandii. Na podobnej zasadzie Polacy pokpiwają sobie z mieszkańców Wąchocka, Niemcy z mieszkańców Wysp Fryzyjskich itp. (przyp. tłum.)
15.   Zob. GOG, D.W. Riddle.
16. W oryginale jest „Gentiles”, co oznacza pogan nie-żydów z chrześcijańskiego punktu widzenia tamtych czasów. Wcześni chrześcijanie nie uważali żydów za pogan chociażby z tego względu, że chrześcijaństwo, a przynajmniej pewne jego formy, wyłoniło się z judaizmu i tradycji silnie zakorzenionej w Starym Testamencie – dlatego kiedy w pismach Nowego Testamentu (a zwłaszcza w Dziejach Apostolskich i Listach) mówi się o nawracaniu, zawsze występuje rozgraniczenie na żydów, czyli wyznawców religii judejskiej oraz na „Gentiles”, czyli wszystkich nie-chrześcijan i nie-żydów, tzn. zwyczajnych pogan lub wyznawców wszystkich innych religii; od łac. gentilis – poganin, obcy.  (przyp. tłum.)
17.  Marek III:13 i dalej: I wstąpił na górę, a wezwał do siebie tych, których sam chciał, i przyszli do niego. I postanowił ich dwanaście , aby z nim byli, a iżby je wysłał kazać Ewangieliję. Mat. V:1: A Jezus widząc lud, wstąpił na górę; a gdy usiadł, przystąpili do niego uczniowie jego. Mat. X:1: A zwoławszy dwunastu uczniów swoich, dał im moc nad duchy nieczystymi, aby je wyganiali, i uzdrawiali wszelką chorobę i wszelką niemoc.
18. Jak się domyślamy, mówiąc o Q i M mamy na myśli hipotetyczne dokumenty, które najprawdopodobniej nie zostały zachowane, a ich istnienie podejrzewamy na podstawie analizy innych, zachowanych pism z tamtej epoki. (przyp. tłum.)
19.    Mat. XXVIII:3
20.   Mat. XXVIII:4
21.   Mat. XXVIII:15.
22.   Mat. II:1,2.
23.  Zob. Josephus, Antiquities XVIII:26 – jest tam podana data w sposób następujący: „w 37 roku po pokonaniu przez Cezara Antoniusza pod Actium.” (czyli w 31 r. p.n.e.).
24.  Więcej na ten temat w HJPI pp.399-427.
25.  Zacytowany werset pochodzi z BG, zaś BW i BT mówią o „zbadaniu” i „przebadaniu”, co naturalnie nie koniecznie musi świadczyć o zrozumieniu. (przyp. tłum.)
26.  Kol. IV:14.
27.  2Tym. IV:11.
28.  Por. z wprowadzeniem do Ewangelii Łukasza w AuNT pp.117-118.
29.  Por. Thucydides, History of the Peloponnesian War I:XXII, TI p.39.
30.  Act. VII:56.
31. (Marek VI:37): A on odpowiadając, rzekł im: Dajcie wy im jeść. I rzekli mu: Szedłszy kupimy za dwieście groszy chleba, a damy im jeść? Jan VI:7: Odpowiedział mu Filip: Za dwieście groszy chleba nie dosyć im będzie, choćby każdy z nich mało co wziął.
32. Marek XIV:3-5: A gdy on był w Betanii, w domu Szymona trędowatego, gdy siedział u stołu, przyszła niewiasta, mając słoik alabastrowy maści szpikanardowej płynącej, bardzo kosztownej, a stłukłszy słoik alabastrowy, wylała ją na głowę jego. I gniewali się niektórzy sami w sobie, a mówili: Na cóż się stała utrata tej maści? Albowiem się to mogło sprzedać drożej niż za trzysta groszy, i rozdać ubogim; i szemrali przeciwko niej. Jan XII:3-5: A Maryja wziąwszy funt maści szpikanardowej bardzo drogiej, namaściła nogi Jezusowe, i utarła włosami swojemi nogi jego, i napełniony był on dom wonnością onej maści.Tedy rzekł jeden z uczniów jego, Judasz, syn Szymona, Iszkaryjot, który go miał wydać:Przeczże tej maści nie sprzedano za trzysta groszy, a nie dano ubogim?
33. Łuk. X:38: I stało się, gdy oni szli, że on wszedł do niektórego miasteczka, a niewiasta niektóra, imieniem Marta, przyjęła go do domu swego. Jan XI:1: A był niektóry chory Łazarz z Betanii, z miasteczka Maryi i Marty, siostry jej.
34. Jan XVIII:10; Łuk. XXII:50; Marek XIV:47.
35. Jan IV:5 i dalej: I przyszedł do miasta Samaryi, które zowią Sychar, blisko folwarku, który był dał Jakób Józefowi, synowi swemu. I była tam studnia Jakubowa; przetoż będąc Jezus na drodze spracowany, siedział tak na studni; a było około szóstej godziny. I przyszła niewiasta z Samaryi czerpać wodę, której rzekł Jezus: Daj mi pić!
36. Jan VII:14-18.
37. Por. Jan VII:33; XII:35; XIII:33; XIV:19; XVI:16-19.
38. Jan XXI:20 i dalej: “A Piotr obróciwszy się, ujrzał onego ucznia, którego miłował Jezus, pozad idącego, który się też był położył przy wieczerzy na piersiach jego, i rzekł był: Panie! któryż jest ten, co cię wyda?
39. Eusebius, History of the Church 3:39, HC p. 150, 152.
40. U Euzebiusza, History of the Church 4:14, HC p.167; from Irenaeus, Against Heresies III:III.4; cf. AHI pp.262-263.
41.  Eusebius, History of the Church 5:24, HC p.231.

czwartek, 17 maja 2012

W poniższym opowiadaniu napisanym przez Izaaka Bashevisa Singera stajemy w obliczu potwornych konsekwencji głęboko doznawanych sprzeczności. Z jednej strony protagonista, oddany rytualny rzezak, szarpany jest głośnymi wyrzutami sumienia – tego kompasu moralnego, który nieuchronnie kieruje go w stronę współczucia. Z drugiej strony jego życie nabiera prawdziwego znaczenia pod wpływem jego roli w społeczności. Jak może stawić czoła innym, jeśli nie sprosta swojej roli? Jak w ogóle może nakłonić ucha do tego, co mówi mu wewnętrzny głos, głos jego serca?

Isaac Beshevis Singer (laureat literackiej nagrody Nobla) 


RZEZAK


 Jojne Meir powinien był zostać rabinem w Kołomyi30, bowiem dotychczas jego ojciec i dziadek zasiadali na rabińskim fotelu tej miejscowości. Jednakże tym razem zwolennicy kazimierzowskiego dworu stanęli okoniem: tym razem postanowili nie pozwolić chasydowi31 z Turzyska zostać miejskim rabinem. Przekupili pewnego powiatowego dostojnika i wysłali petycję do wojewody. Po długotrwałych sporach chasydzi z Kazimierza w końcu wygrali i osadzili swojego rabina. Aby jednak nie pozostawić Jojnego Meira bez środków do życia, mianowali go miejskim rytualnym rzezakiem.

Kiedy Jojne Meir usłyszał o tym, zbladł jeszcze bardziej niż zwykle. Protestował, że zabijanie nie jest dla niego; że ma zbyt miękkie serce i nie jest w stanie znieść widoku krwi. Lecz wszyscy naskoczyli na niego chcąc go przekonać – przywódcy gminy, członkowie synagogi w Turzysku, jego teść, Reb Getz Frampoler i Rajza Dosze, jego żona. Również nowy rabin, Reb Szolem Lewi Halberstam, naciskał go, aby przyjął tę pracę. Reb Szolem Lewi, wnuk rabiego z Sącza, bał się grzechu zabrania komuś możliwości zarabiania na życie i nie chciał, aby młodszy od niego człowiek pozostał bez chleba. Reb Jakow Leibele, rabin z Turzyska, napisał list do Jojnego Meira mówiący, że człowiek nie może być bardziej litościwy od samego Najwyższego, który jest Źródłem wszelakiego współczucia i litości. Gdy z pobożnością zabijasz zwierzę oczyszczonym nożem, to
--------------------------------------------------------------------
30 Niniejszy tekst jest tłumaczeniem na język polski z angielskiego, na który został przetłumaczony z hebrajskiego przez Mirrę Ginsburg, ponieważ nie ma bezpośredniego przekładu na polski. W angielskiej wersji występują zniekształcone nazwy miejscowości, według których udało się ustalić, iż rzecz mogła mieć miejsce w okolicach Lwowa, w czasach międzywojennych. Jest również zupełnie możliwe, że autor opisując autentyczne wydarzenia, zawiesił akcję gdzieś w bliżej nieokreślonej okolicy, a występujące nazwy są fikcyjne. (przyp. tłum.) 
31 Chasyd to członek dewocyjnego odłamu judaizmu, charakteryzującego się odprawianiem żarliwych, ekstatycznych modłów, oddaniem cadykowi (czyli mistrzowi) oraz, często, ścisłym przestrzeganiem określonych Zakonem rytuałów.
---------------------------------------------------------
uwalniasz duszę, która w nim zamieszkuje. Albowiem dobrze wiadomo, że dusze świętych często wcielają się w ciała krów, drobiu i ryb, ażeby pokutować za jakieś przewinienia.

Po liście rabina Jojne Meir zgodził się, doszedłszy do wniosku, że widocznie został do tego powołany dawno temu i zabrał się do studiowania praw rytualnego zabijania. Już pierwszy akapit najważniejszego dzieła na ten temat mówi, że rytualnym rzezakiem może być tylko człowiek bogobojny, więc Jojne Meir oddawał się Zakonowi z zapałem jeszcze większym niż zwykle.

Jojne Meir – mały, chudy, o bladej twarzy, z rzadką, żółtą kępką włosów na końcu brody, z haczykowatym nosem, zapadłymi ustami i żółtymi, przestraszonymi oczami położonymi zbyt blisko siebie – był znany ze swojej pobożności. Kiedy modlił się, zakładał trzy pary tefilin32: te Rasziego, te Rabiego Tama i te Rabiego Szerira Gaona. Zaraz po zakończeniu przepisowego okresu zamieszkania w domu teścia zaczął ściśle przestrzegać wszystkich postnych dni i wstawać w nocy, aby odprawiać północne obrządki.

Rajza Dosze, jego żona, już wcześniej żaliła się, że Jojne Meir jest nie z tego świata. Skarżyła się swej matce, że nie odzywa się do niej i nie zwraca na nią uwagi nawet w czasie jej czystych dni. Przychodzi do niej tylko w te noce, które następują po odbyciu przez nią rytualnej kąpieli raz na miesiąc. Twierdziła również, że Jojne nie pamięta nawet imion swoich córek.

Po przyjęciu stanowiska rytualnego rzezaka Jojne Meir nałożył na siebie nowe rygory. Jadł coraz mniej i mniej. Prawie przestał mówić. Kiedy żebrak po prośbie zastukał do jego drzwi, Jojne Meir pędził, by go powitać i oddawał mu ostatnie grosze. Prawdą jest, że profesja rytualnego rzezaka wpędziła go w melancholię, ale nie śmiał sprzeciwić się woli rabina. Tak ma być, rzekł sam do siebie – takie jest jego przeznaczenie, żeby sprawiać męczarnie i cierpieć męczarnie. A samo tylko Niebo wiedziało jak bardzo Jojne Meir cierpiał.

Jojne Meir obawiał się, że zemdleje podczas zarzynania swej pierwszej kury, albo że jego ręka nie będzie wystarczająco pewna. Jednocześnie, gdzieś na dnie serca żywił nadzieję, że popełni jakiś błąd, który uwolni go od wypełniania rozkazu rabina. Jednakże wszystko odbyło się zgodnie z regułami.

Wiele razy dziennie Jojne Meir powtarzał sobie słowa rabina: “Człowiek nie może być bardziej litościwy od Źródła całej litości i współczucia.” Tora mówi: “Zabijać będziesz ze stada swojego i z trzody swojej, jako ci nakazałem.”33 Mojżeszowi udzielono wskazówek w jaki sposób zarzynać i otwierać zwierzę w poszukiwaniu nieczystości. To wszystko jest tajemnicą tajemnic – życie, śmierć, człowiek, bydlę... Te, które nie zostaną zarżnięte i tak umierają z różnych chorób i często chorują całe tygodnie i miesiące. W lesie jedne zwierzęta żerują na innych. W morzach ryby połykają ryby. Przytułek w Kołomyi pełen jest kalek i paralityków leżących tam przez całe lata, którzy przeklinają samych siebie. Żaden człowiek nie może uniknąć cierpień tego świata.
-------------------------------------------
 32 Są to małe, skórzane saszetki zawierające karteczki zapisane cytatami z Pisma. Zgodnie z tradycją zakładają je żydowscy mężczyźni na lewe ramię i czoło podczas porannej modlitwy w ciągu tygodnia. 
33 Tłumaczenie własne z angielskiego. (przyp. tłum.)
--------------------------------------------

A mimo to Jojne Meir nie mógł znaleźć żadnej pociechy. Każda drgawka zarzynanego kurczaka odzywała się drżeniem w jego własnych wnętrznościach. Zabijanie każdego zwierzęcia, bez względu na to czy dużego, czy małego, sprawiało mu tyle bólu, jak gdyby podrzynał swoje własne gardło. Ze wszystkich kar, jakie mogły go spotkać, zarzynanie było najgorszą.

Trzy miesiące upłynęły zaledwie od czasu, jak Jojne Meir został rytualnym rzezakiem, ale czas zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Wydawało mu się jak gdyby zanurzony był we krwi i surowicy. Jego uszy rozdarte były gdakaniem kur, pianiem kogutów, gęganiem gęsi, rykiem wołów, beczeniem cieląt i meczeniem kóz, trzepotaniem skrzydeł, drapaniem pazurów po podłodze. Ciała nie chciały znać żadnego usprawiedliwienia i wykrętu – każde z nich opierało się na swój sposób, próbowało uciekać i wydawało się kłócić ze Stwórcą do ostatniego oddechu.

A i własny umysł Jojnego Meira szalał od pytań. Zaprawdę, w celu stworzenia świata Nieskończony musiał przyćmić swoje światło – nie może być wolnego wyboru bez bólu. Lecz ponieważ bydło nie zostało obdarzone możliwością wolnego wyboru, dlaczego ma cierpieć? Jojne Meir przyglądał się z drżeniem jak rzeźnicy ścinali krowy toporami i obdzierali je ze skóry zanim jeszcze wydały swe ostatnie tchnienie i jak kobiety żywcem obdzierały kurczaki z pierza.

W zwyczaju jest, że rytualny rzezak otrzymuje śledzionę i flaki z każdej krowy. Dom Jojnego Meira był pełen mięsa po brzegi. Rajza Dosze gotowała zupę w saganach tak wielkich jak kotły. W ich wielkiej kuchni panował ciągły szał gotowania, pieczenia, smażenia, mieszania i szumowania. Rajza Dosze znów zaszła w ciążę i jej brzuch sterczał spiczasto. Była wielka i tęga, a jej pięć sióstr było tak samo grube jak ona. Przychodziły ze swoimi dziećmi. Teściowa, matka Rajzy Dosze, codziennie przynosiła świeże ciastka i inne przysmaki swojego wypieku. Kobieta nie powinna dopuścić, aby był słyszalny jej głos, lecz służąca Rajzy Dosze, córka woziwody, śpiewała piosenki, tupała wokoło bosymi piętami, snując się po domu z rozpuszczonymi włosami i śmiała się tak głośno, że hałas roznosił się po wszystkich pokojach.

Jojne Meir miał ochotę uciec z tego materialnego świata, ale materialny świat następował mu na pięty. Smród rzeźni nie opuszczał jego nosa. Próbował szukać zapomnienia w Torze, ale okazało się, że Tora też pełna była ziemskich spraw. Uciekł się do Kabały34 chociaż zdawał sobie sprawę, że żaden człowiek nie dokopie się do misteriów, dopóki nie osiągnie czterdziestki. Niezależnie od tego dalej kartkował “Rozprawę o chasydyzmie”, “Ogród”, “Księgę Stworzenia” oraz “Drzewo Życia”. Tam, w wyższych sferach, nie było śmierci, nie było zarzynania, nie było bólu, nie było żadnych żołądków i bebechów, nie było żadnych serc i płuc, i żadnych wątrób, nie było przepon i żadnych nieczystości.

Tamtej pamiętnej nocy Jojne Meir podszedł do okna i spojrzał w niebo. Księżyc rozpościerał poświatę wokół siebie. Gwiazdy błyskały i mrugały, każda w swym własnym niebiańskim sekrecie. Gdzieś ponad Światem Czynów, ponad konstelacjami fruwają
--------------------------------------------
34 Kabbalah - termin ten reprezentuje mistyczną tradycję żydowską. Najważniejszym pismem Kabały jest Zohar. Rabini nie zalecali nauczania tego materiału nikogo poniżej 40-go roku życia, ponieważ łatwo o fałszywą jego interpretację bez uprzedniego, odpowiedniego ugruntowania wiedzy zawartej w Torze i Talmudzie. 
-------------------------------------------
Anioły i Serafiny, i Święte Koła, i Święte Zwierzęta. W Raju misteria Tory ukazywane są duszom. Każdy święty cadyk35 odziedziczył trzysta dziesięć światów i plecie koronę dla Boskiej Obecności. Im bliżej Tronu Chwały, tym jaśniejsze światło, tym czystsza promienistość, tym mniej bezbożnego motłochu.

Jojne Meir wiedział, że człowiekowi nie wolno prosić o śmierć, ale głęboko w sobie tęsknił za nią. Wstrętem go napawało wszystko, co miało związek z ciałem. Nie mógł nawet iść z innymi mężczyznami do rytualnej kąpieli, bo pod skórą każdego widział krew. Każdy kark przypominał Jojnemu Meirowi o nożu. Ludzkie istoty, podobnie jak bydło, miały lędźwie, żyły, flaki, pośladki. Jedno cięcie nożem i ci solidni panowie domu padaliby jak woły. Jak Talmud mówi, wszystko co ma być spalone jest już tak dobre jak spalone. Jeśli końcem człowieka jest zepsucie, robaki i smród, nie jest on w takim razie niczym, jak tylko kawałkiem zgniłego mięsa.

Jojne Meir zrozumiał teraz, dlaczego dawni mędrcy przyrównywali ciało do klatki – do więzienia, w którym dusza siedzi zniewolona, tęskniąca za dniem swego wyzwolenia. Dopiero teraz prawdziwie uchwycił znaczenie słów Talmudu: “Bardzo dobrze, to jest śmierć.” A mimo to człowiekowi zabroniono wyłamywać się ze swego więzienia. Musi czekać na klucznika, aby rozkuł jego kajdany i otworzył mu bramę.

Jojne Meir wrócił do łóżka. Przez całe życie spał na pierzowym piernacie, przykryty puchową pierzyną, z głową na puchowej poduszce – teraz nagle uzmysłowił sobie, że leży na piórach, z których obdarte zostały gęsi. Na sąsiednim łóżku chrapała Rajza Dosze. Od czasu do czasu z jej nosa wydobywał się świst i usta wydymały się jak bania. Córki Jojnego Meira chodziły po kolei do wiadra tupiąc bosymi piętami po podłodze. Spały razem i czasami szeptały i chichotały przez połowę nocy.

Jojne Meir wyglądał synów, którzy mogliby studiować Torę, ale Rajza Dosze rodziła córkę za córką. Kiedy były jeszcze małe, Jojne Meir od czasu do czasu szczypał je w policzek. Kiedy tylko uczestniczył w obrzezce, przynosił im kawałek ciasta. Czasami nawet całował je w głowę. Lecz teraz były duże. Zaczynały wyglądać jak ich matka. Rozrastały się wszerz. Rajza Dosze narzekała, że jedzą za dużo i za bardzo tyją. Wykradały co smakowitsze kawałki z garnków. O najstarszą, Basze, ktoś już się starał. W jednej chwili dziewczyny kłóciły się i urągały sobie, a w następnej czesały sobie nawzajem włosy i plotły warkocze. Bez chwili przerwy paplały o sukienkach, butach, pończochach, paltach i majtkach. Płakały i śmiały się na przemian. Iskały wszy, biły się, kąpały, całowały.

Gdy Jojne Meir próbował je karcić, Rajza Dosze krzyczała: “Nie bij ich! Zostaw dzieci w spokoju!” Albo jazgotała: “Lepiej staraj się, żeby twoje córki nie chodziły boso i nago!”

Po co im tyle rzeczy? Czy to potrzebne, żeby tak ubierać i adorować ciało do tego stopnia? – dziwił się Jojne Meir.

Zanim został rzezakiem rzadko przebywał w domu i niewiele wiedział, co się tam działo. Teraz jednak był i widział, co one robią. Córki wychodziły na grzyby i jagody wraz z dziewczynami z okolicznych domów. Znosiły do domu kosze. Rajza smażyła
-----------------------------------------------
35 Cadyk to przywódca społeczności chasydzkiej. Uważa się, że obdarzony jest specjalnymi, mistycznymi mocami. Słowo “cadyk” dosłownie oznacza “prawego człowieka.” 
-------------------------------------------------
borówki. Krawcowe przyszły do miary. Szewcy mierzyli stopy kobiet. Rajza Dosze kłóciła się ze swą matką o wiano Basze. Jojne Meir słyszał rozmowy o jedwabnej sukience, o aksamitnej sukience, o wszystkich możliwych rodzajach spódnic, okryć, futer.

Kiedy tak leżał nie śpiąc, wszystkie te słowa powracały echem do jego uszu. Tarzały się w luksusie, bo on, Jojne Meir, zaczął zarabiać pieniądze. Gdzieś w łonie Rajzy Dosze rosło nowe dziecko, ale Jojne Meir przeczuwał, że to będzie następna dziewczynka. “Cóż, trzeba przyjąć to, co niebo nam zsyła” – ostrzegł sam siebie.

Przykrył się, ale zrobiło mu się za gorąco. Poduszka pod głową stała się dziwnie twarda, jak gdyby pośród pierza był ukryty kamień. On, Jojne Meir, sam był ciałem: stopami, brzuchem, piersią, łokciami. Zakłuło go w kiszkach. Podniebienie było suche.

Jojne Meir usiadł. “Ojcze na niebie. Nie mogę oddychać!”

Elul36 jest miesiącem skruchy. W poprzednich latach Elul przynosił ze sobą poczucie podniosłego spokoju. Jojne Meir lubił chłodny powiew napływający od strony lasu i ogołoconych żniwem pól. Mógł godzinami wpatrywać się w jasnobłękitne niebo z jego postrzępionymi obłokami, które przypominały mu len, w który owinięte były owoce etrog37 na święto Szałasów. Babie lato snuło się w powietrzu. Liście na drzewach żółkły szafranowo. W świergocie ptactwa słyszał melancholijną zadumę Uroczystych Dni, kiedy człowiek robi obrachunki ze swą własną duszą.

Lecz dla rzezaka Elul jest czymś zupełnie innym. Olbrzymie ilości bydła zabija się na Nowy Rok. Przed Jom Kipur (Dniem Pojednania) każdy poświęca ofiarnego ptaka. Na każdym podwórku koguty piały i kury gdakały, a wszystkie miały być zabite. Wtedy przychodzi święto Sukot (Kuczki), święto Hoszana Raba, święto Szemini Aceret, święto Simchat Tora (Radość Tory) i Szabat Genesis. Z każdym z tych świąt wiąże się jakieś zarzynanie. Miliony sztuk drobiu i bydła żywe teraz, skazane są na śmierć.

Jojne Meir przestał sypiać po nocach. Gdy tylko się zdrzemnął, natychmiast opadały go zmory. Krowy przybierały ludzkie, brodate i pejsate kształty z jarmułkami na głowach za rogami. Jojne Meir zabijał cielaka, który zamienił się w dziewczynę. Błagała go o litość, a jej szyja pulsowała. Popędziła do obory spryskując krwią całe podwórko. Śniło mu się nawet, że zarżnął Rajzę Dosze zamiast owcy. W jednym z takich nocnych koszmarów usłyszał ludzki głos dochodzący z zarzynanej kozy. Z poderżniętym gardłem koza wskoczyła na niego i próbowała go ubóść przeklinając w języku aramaik i po hebrajsku, opluwając go śliną i pianą.

Jojne Meir zerwał się cały zlany potem. Kogut zapiał na podobieństwo dzwonu. Inne zwierzęta odpowiedziały jak kongregacja odpowiadająca kantorowi. Jojnemu Meirowi wydawało się, że ptactwo wykrzykiwało pytania, protestowało, lamentowało chórem na niedolę jaka na nie spadła.
-------------------------------------------
36 Elul jest nazwą jednego z miesięcy kalendarza żydowskiego, obejmującego drugą połowę sierpnia i pierwszą września wg. kalendarza gregoriańskiego; w miesiącu tym następuje żydowski Nowy Rok. 
37 Etrog - owoc cytrusowy zaliczany do czterech gatunków, którymi potrząsa się podczas święta Szałasów, czyli Sukot. 
-------------------------------------------
Jojne Meir nie mógł zaznać spoczynku. Usiadł, złapał się za pejsy z obu stron i zaczął się trząść. To obudziło Rajzę Dosze.

- Co się dzieje?
- Nic, nic.
- Czego się trzęsiesz?
- Zostaw mnie.
- Przestraszyłeś mnie!

Po chwili Rajza Dosze chrapała dalej. Jojne Meir wstał z łóżka, umył ręce i ubrał się. Chciał posmarować popiołem czoło i odmówić północne modły, ale jego wargi nie chciały wypowiadać świętych słów. Jakże mógł żałować zniszczenia Świątyni, jeśli rzeź szykowała się tutaj, w Kołomyi, a on, Jojne Meir, był Tytusem, Nabuchodonozorem!38

Powietrze w domu było duszące. Cuchnęło potem, tłuszczem, brudną bielizną, sikami. Jedna z jego córek coś mamrotała przez sen, druga jęczała. Łóżka trzeszczały. Jakieś szelesty dochodziły z szaf. W kojcu pod piecem siedziały ofiarne kurczaki, które Rajza Dosze hodowała na Dzień Pojednania. Jojne Meir słyszał chrobotanie myszy i cykanie świerszcza. Wydawało mu się, że słyszy korniki przegryzające się przez sufit i podłogę. Niezliczone stworzenia otoczyły człowieka, a każde z nich ma swoją naturę, swoje własne roszczenia w stosunku do Stwórcy.

Jojne Meir wyszedł na podwórko. Wszystko tu było chłodne i świeże. Tworzyła się mgła. Na niebie migotały gwiazdy północnej godziny. Jojne Meir odetchnął głęboko. Poszedł po mokrej trawie wśród liści i krzaków. Jego skarpetki zmoczyły się powyżej kapci. Doszedł do drzewa i stanął. Wydało mu się, że w gałęziach są jakieś gniazda. Usłyszał ćwierkot przebudzonych piskląt. Żaby rechotały w bagnie po drugiej stronie wzgórza. “Czy one nigdy nie śpią? – zapytał Jojne Meir. – Ich głosy są jak ludzkie.”

Od kiedy Jojne Meir zaczął zabijać, jego umysł dostał obsesji na punkcie żywych stworzeń. Borykał się z najprzeróżniejszymi pytaniami. Skąd się biorą muchy na przykład? Czy rodzą się z łona matki, czy może wylęgają się z jajek? Jeżeli wszystkie muchy wymierają w zimie, skąd się biorą nowe w lecie? A sowa, która mieszka pod dachem synagogi – co ta robi, kiedy przyjdą mrozy? Czy siedzi tam nadal? A może odlatuje do ciepłych krajów? I jak można przeżyć w czasie siarczystych mrozów, skoro ledwo można wytrzymać pod pierzyną?

Jakaś nieznajoma miłość przepełniała Jojnego Meira do tych wszystkich pełzaczy i lataczy, rodzących się i rojących. Nawet i myszy – czy to ich wina, że są myszami? Cóż mysz złego robi? Jedynym co chce jest kawałek sera lub kilka okruszków. Dlaczego kot jest ich takim zaciętym wrogiem?

Jojne Meir kołysał się w przód i w tył w ciemnościach. Być może rabin ma rację. Człowiek nie może być i nie wolno mu być bardziej litościwym i współczującym niż Pan uniwersum. A mimo to on, Jojne Meir, był chory z litości. Jakże ktoś może modlić się o
-----------------------------------------
38 Tytus był potężnym rzymskim cesarzem w I w. AD. W roku 70 opanował i zniszczył Jerozolimę, biorąc do niewoli i wyganiając całą żydowską populację. Postąpił podobnie jak Nabuchodonozor, król Babilonu od 605 - 562 pne., który w 586 roku oblegał Jerozolimę, a po jej zdobyciu dokonał całkowitego zniszczenia.
---------------------------------
życie w nadchodzącym roku lub o dogodne miejsce w Niebie, gdy odziera innych z życiodajnego tchnienia?

Jojne Meir pomyślał, że sam Mesjasz nie zdoła odkupić świata tak długo, jak długo niesprawiedliwość będzie wyrządzana zwierzętom. Według prawa wszystko powinno powstać z umarłych: każda krowa, ryba, komar, motyl. Nawet i w robaku pełzającym w ziemi żarzy się boska iskra. Zabijając każde stworzenie, zabijasz Boga...

- Biada mi, tracę rozum! – zamruczał Jojne Meir.

Tydzień przed Nowym Rokiem zabijanie zaczęło się na dobre. Jak dzień długi Jojne Meir stał nad dołem zarzynając kury, koguty, gęsi, kaczki. Baby się pchały, kłóciły, próbowały docisnąć się do rzezaka bez kolejki. Inne żartowały, śmiały się, przekomarzały i pokpiwały. Wokół fruwały pióra, a podwórko wypełnione było gdakaniem, gęganiem, kwakaniem i wrzaskami kogutów. Czasem jakiś ptak zakrzyczał jak ludzka istota.

Jojne Meir po brzegi pełen był rwącego bólu. Aż do tego dnia nadal miał nadzieję, że przywyknie do zabijania. Lecz teraz wiedział już, że gdyby nawet robił to sto lat, jego cierpienie się nie skończy. Dygotały mu kolana. Brzuch rozdęty. W ustach gorzki ślinotok. Rajza Dosze była też na podwórku ze swymi siostrami i gawędziła z kobietami życząc im błogosławionego Nowego Roku i żywiąc pobożne życzenia, że spotkają się znowu za rok.

Jojne Meir obawiał się, że już nie zarzyna zgodnie z Zakonem. W pewnym momencie zrobiło mu się czarno w oczach, w następnym złotawo-zielono. Co chwila sprawdzał ostrze noża paznokciem palca wskazującego, aby upewnić się, że nie jest wyszczerbiony. Co kwadrans musiał iść oddać mocz. Gryzły go komary. Wrony krakały na niego w gałęziach drzewa. Stał tam do zachodu słońca, a dół wypełnił się krwią.

Po wieczornych modłach Rajza Dosze postawiła przed nim zupę gryczaną i pieczeń. Lecz choć Jojne Meir nie tknął jedzenia od rana, nie mógł jeść. Gardło miał skurczone, jakaś gula siedziała mu w przełyku i ledwo przełknął pierwszy kęs. Odmówił shemę39 rabbiego Isaaca Lurii, wyspowiadał się i bił się w piersi jak człowiek śmiertelnie chory.

Jojne Meir myślał, że nie uśnie tej nocy, ale jego oczy zamknęły się, gdy tylko głowa dotknęła poduszki i wypowiedział ostatnie błogosławieństwa przed snem. Wydało mu się, że szuka nieczystości w zarżniętej krowie, rozcinając jej brzuch, wyrywając jej płuca i nadymając je. Co to miało znaczyć? Przecież to było zazwyczaj zadanie rzeźnika. Płuca rosły i rosły, pokryły cały stół i wypuczyły się aż do sufitu. Jojne Meir przestał dmuchać, ale płaty dalej rozdymały się same. Mniejszy płat, ten, który zwany jest “złodziejem”, zatrząsł się i zachwiał, jakby chciał pęknąć. Nagle jakiś świszczący, kaszlący, warczący szloch wyrwał się z tchawicy. Dybbuk40 zaczął mówić, krzyczeć, śpiewać, wyrzucać z siebie potok wersetów, cytatów z Talmudu, fragmentów Zoharu. Płuca wyrosły i poleciały trzepiąc jak skrzydłami. Jojne Meir chciał uciekać, ale drzwi zastawione były
---------------------------------------------------
39 Żydowskie wyznanie wiary; jedna z podstawowych żydowskich modlitw: “Posłuchaj, o Izraelu, Pan jest naszym Bogiem, Pan jest Jeden.” 
40 Zagubiona dusza, która według żydowskiego folkloru zasiedla i kontroluje żyjące ciało, dopóki nie zostanie wygoniona za pomocą odpowiednich rytuałów religijnych. 
-------------------------------------------
przez czarnego byka z czerwonymi oczami i nastawionymi rogami. Byk zacharczał i otworzył pysk pełen długich zębów.

Jojne Meir zatrząsł się i ocknął. Jego całe ciało było skąpane w pocie. Jego głowa była spuchnięta i jak wypełniona piachem. Jego stopy leżały na sienniku drętwo jak kłody. Zebrał się w sobie i usiadł. Założył chałat i wyszedł na dwór. Noc wisiała ciężka i nieprzenikniona, gęsta ciemnością przed świtaniem. Od czasu do czasu powiew wiatru dobiegał skądś, jak westchnienie czegoś niewidzialnego.

Mrowienie przebiegło mu przez krzyż, jakby ktoś przejechał go piórkiem po plecach. Coś w nim zaszlochało i zakpiło: “No i cóż z tego, że rabin tak powiedział? – rzekł do siebie. – I nawet gdyby Bóg Najwyższy rozkazał, to co? Obejdę się bez nagród na tamtym świecie! Nie chcę żadnego Raju, żadnego Lewitanu, żadnego Dzikiego Byka! Niechaj mnie rozciągają na madejowym łożu. Niechaj mnie wtrącą do piekieł. Nie będę miał żadnego z twych przywilejów, Boże! Już się nie boję twojego Sądu! Jestem zdrajcą Izraela, zbrodniarzem z premedytacją! – wrzeszczał Jojne Meir. – Mam więcej współczucia niż Najwyższy Bóg, więcej, więcej! On jest okrutnym Bogiem, Człowiekiem Wojny, Bogiem Zemsty. Nie będę Mu służył. To jest zatracony świat!” Jojne Meir roześmiał się, choć łzy gorące płynęły po jego policzkach rzęsiście.

Jojne Meir poszedł do komórki, gdzie trzymał swoje noże, osełki i nóż do obrzezki. Zebrał je wszystkie i wrzucił do dołu za wychodkiem. Wiedział, że bluźni, że znieważa święte narzędzia, że zwariował – ale już nie chciał być normalny.

Wyszedł z podwórka i zaczął iść w stronę rzeki, mostu, lasu. Jego talit41 i tefilin?! Nie, już ich nie potrzebował! Saszetka zrobiona była ze skóry krowiej. Jej przegródki zrobione były z cielęcej. Sama Tora napisana została na pergaminie. “Ojcze w Niebie, Ty jesteś mordercą! – krzyczał głos w Jojnem Meirze. – Jesteś zabójcą i Aniołem Śmierci! Ten cały świat jest jedną wielką rzeźnią!”

Kapeć spadł z jego stopy, ale zostawił go idąc dalej w jednym kapciu i jednej skarpetce. Zaczął wołać, wrzeszczeć, śpiewać. “Sam się odwodzę od rozumu – myślał – Lecz już to samo jest oznaką szaleństwa...” 

Otworzył wrota swego mózgu, a szaleństwo wpłynęło weń, zalewając wszystko. Z minuty na minutę Jojne Meir był coraz bardziej zbuntowany. Zrzucił jarmułkę, złapał frędzle kamizelki i pourywał je, a następnie porozrywał na strzępy kamizelkę. Owładnięty został siłą i lekceważeniem człowieka, który strząsnął z siebie wszystkie obciążenia.

Psy goniły za nim szczekając, lecz odpędził je. Otwierały się drzwi. Mężczyźni wybiegali boso z pierzem przyczepionym do jarmułek. Baby wychodziły w halkach i szlafmycach. Wszyscy wrzeszczeli próbując zagrodzić mu drogę, ale Jojnemu Meirowi udawało się wymykać.

Niebo sczerwieniało jak krew i okrągła czaszka wycisnęła się z krwawego morza jak z łona rodzącej kobiety.

Ktoś pobiegł powiedzieć rzeźnikom, że Jojne Meir postradał rozum. Przybiegli z kijami i powrozami, ale Jojne Meir był już za mostem i pędził przez ścierniska pól. Biegł i rzygał. Padał i wstawał, pokaleczony i potłuczony. Pastuchy, którzy paśli konie w nocy,
------------------------------------------
41 Czworokątny szal modlitewny zakładany przez mężczyzn podczas porannych modlów. 
------------------------------------------
szydzili z niego i obrzucali go końskim łajnem. Krowy na pastwisku biegły za nim. Dzwonki dzwoniły jak na pożar.

Jojne Meir słyszał wrzaski, nawoływania, tętent biegnących stóp. Ziemia uciekła mu spod nóg i Jojne Meir potoczył się po stoku wzgórza. Dotarł do lasu, przeskakując kępy darni i mchu, kamienie i strugi. Jojne Meir wiedział, że to nie rzeka rozciąga się przed nim – to było krwawe bagno. Krew lała się ze słońca, plamiąc pnie drzew. Z ich gałęzi zwisały flaki, wątroby, nerki. Poćwiartowane bydło wstawało na nogi i rzygało na niego żółcią i brzusznym szlamem. Jojne Meir nie mógł uciekać. Miriady krów i ptactwa otoczyły go, gotowe wziąć na nim odwet za każde cięcie, za każdą ranę, za każde podcięte gardło, za każde wydarte pióro. Z krwawiącymi gardłami śpiewały zgodnym chórem: “Każdy może zabijać i każde zabójstwo jest dozwolone.” 

Jojne Meir wybuchnął płaczem, który rozniósł się po lesie echem wielu głosów. Wzniósł pięść ku Niebu: “Ty diable! Ty morderco! Ty drapieżna bestio!” 

Przez dwa dni rzeźnicy szukali go, ale nigdzie nie można go było znaleźć. Wtedy Zeinwel, właściciel młyna, przyszedł do miasta z wiadomością, że zwłoki Jojnego Meira zatrzymały się na rzecznej tamie. Utonął.

Natychmiast ludzie z zakładu pogrzebowego udali się tam i przywieźli zwłoki. Było wielu świadków, którzy zeznali, że Jojne Meir zachowywał się jak wariat, zaś rabin zawyrokował, że jego śmierć nie była samobójstwem. Zwłoki umyto i pogrzebano na cmentarzu w pobliżu grobów jego ojca i dziadka. Sam rabin wygłosił mowę pogrzebową.

Ponieważ były wakacje i obawiano się, że Kołomyja może zostać bez mięsa, gmina w pośpiechu wysłała dwóch posłańców, aby przywiedli nowego rzezaka.


Od tłumacza: Tłumacz pragnie w tym miejscu podziękować wszystkim osobom należącym do warszawskiej społeczności żydowskiej i innym, które pomogły we właściwym przekładzie terminów należących do kultury i religii żydowskiej. 


Piotr Listkiewicz