Loading...

piątek, 18 sierpnia 2017



POBIERZ BEZPŁATNIE KSIĄŻKI NA STRONIE KSIĘGARNI


Z przyjemnością zawiadamiam, że ukazało się właśnie drugie wydanie "Poznaj siebie" 
oraz nowa książka "Droga za próg". Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę Księgarni.



RUSOFOBIA


           
           W Lublinie, naprzeciwko UMCSu, był kiedyś (a może nadal jest) bar mleczny, gdzie studenci, zawsze bez grosza przy duszy, mogli się od biedy wyżywić. Wieść niesie, że bardzo, bardzo dawno temu, gdy ZSRR wojował z Afganistanem, pewnego dnia do baru zawitał student: „Są ruskie w Kabulu”? „Co?” – zdziwiła się bufetowa. „Ruskie w Kabulu” – powtórzył student. „Nie prowadzimy – odparła bufetowa – ale mogę podać zwykłe ruskie”. „Nie, nie – powiedział student – ruskie w Kabulu”, i wyszedł. Za dziesięć minut pojawił się następny. „Są ruskie w Kabulu?” „Nie ma”. Za chwilę trzeci, czwarty i tak dalej przez kilka godzin. Następnego dnia goście baru zobaczyli na szybie witryny duży napis: NIE MA RUSKICH W KABULU.

      A propos „ruskich”… Rosiewicz wyszedł kiedyś na estradę w podkoszulce z napisem na piersiach: NIE LUBIĘ RUSKICH. Ponieważ w tamtych czasach na wszystkich występach kabaretowych siedział na widowni cenzor, atmosfera zrobiła się gęsta i urzędnik państwowy już wstawał, żeby zrobić drakę, gdy Rosiewicz odwrócił się na chwilę i widownia zobaczyła, że na plecach jest wypisane: PIEROGÓW.

         Takie niewinne żarciki nie zapowiadały jeszcze ani rusofobii, ani niewytłumaczalnej nienawiści polskiego narodu do Ruskich. Do wszystkich Ruskich z niemowlętami urodzonymi wczoraj włącznie. Gdy tylko wspomni się o wschodnim sąsiedzie, słyszy się w odpowiedzi same pretensje. Pretensje bez jakiegokolwiek dowodu i uzasadnienia. Kiedy pytanie jest głębszej natury, rozmówca zaczyna się plątać i w końcu wychodzi, że nie wie, dlaczego nienawidzi Ruskich. Co poniektóry wywlecze pretensje o zabory, rzekomą rosyjską agresję będącą „gorącym” tematem zachodniej propagandy oraz czterdzieści pięć lat narzuconego nam ustroju socjalistycznego pilnowanego przez radzieckie wojska na terenie Polski.

       Jakoś tak się stało, że wybaczyliśmy Niemcom zarówno zabory, jak i hitlerowską okupację. Wybaczyliśmy również Francji i Wielkiej Brytanii za wypięcie się na nas w 1939 roku. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że uwaga większości Polaków zwrócona jest na Zachód, jako ucieleśnienie wszelkiego dobra, sprawiedliwości i luksusu. Te ciągotki w stronę zachodniej Europy najpierw, a następnie Stanów Zjednoczonych, wynikają z marzeń i tęsknot za iluzorycznym zachodnim „rajem na Ziemi”, w którym nie potrzeba pracować, a dolary rosną na drzewach. Pamiętam jak już w latach 50’ polskie media biły na alarm ostrzegając przed zachodnimi „podżegaczami wojennymi”, jak Gomółka i Cyrankiewicz grzmieli z mównic o „zgniłym Zachodzie” i pamiętam jakie to odnosiło skutki. Jeszcze bardziej nienawidziliśmy Ruskich, bo rusko-polscy politycy dosłownie i w przenośni „pluli na Zachód”, czyli bezcześcili przedmiot naszych tęsknot i marzeń.

        Minęło kilkadziesiąt lat, a sami przekonaliśmy się, że ta „ruska propaganda” – jeśli ją pozbawić szowinizmu – miała rację. Polacy zaczęli wyjeżdżać zagranicę, najpierw do DDRu, a następnie dalej, i oczywiście naocznie przekonywali się o tym, że jeśli się ciężko pracuje, to można żyć dostatnio na Zachodzie. Ci z nich, którzy mają oczy trochę szerzej otwarte, po jakimś czasie zaczynają zauważać tę „zgniliznę”, papierową „demokrację”, ciągłe podżeganie do wojny nuklearnej, problemy społeczne najcięższego sortu, w tym rasizmu, dyskryminacji kobiet, budzącego się faszyzmu, kryminalnej brutalności policji, przestępczych i narkotykowych gangów oraz niesprawiedliwości systemu kapitalistyczno-korporacyjnego. Ci z nas, którzy zakosztowali zachodniego „raju na Ziemi”, zaczęli z łezką w oku przypominać, jak to było za komuny.

      Jarek i Leszek „co ukradli Księżyc”, dwaj nieletni gwiazdorzy polskiego filmu, w czasach komuny pokończyli szkoły i studia za friko. Być może korzystali w tym czasie z letnich kolonii, obozów i wczasów również za psie pieniądze. Obowiązkowo chodzili do teatrów i kin za połowę ceny. I nie tylko oni, ale wielu innych, którzy dzisiaj „odkomunizowują” nasz kraj. Co oni mogą powiedzieć złego o komunie? Czy byli prześladowani za nieprawomyślne poglądy tak, jak to się dzisiaj dzieje? Czy nie mogli znaleźć pracy po studiach? Czy cierpieli większą biedę niż reszta narodu? Zaiste, przydałoby się więcej zdrowego rozsądku. Zamiast tego przyłączyli się do zachodniej, zimnowojennej rusofobii, czyli irracjonalnego strachu przed Ruskimi i tą zarazą zakazili nawet tych, którzy nie mając żadnego powodu, żeby nienawidzić Ruskich, zarażają tą nienawiścią następne pokolenia.

           Z czego się rodzi ten irracjonalny strach? Czy nie z nieczystego sumienia z powodu zapiekłej nienawiści wyssanej z mlekiem szumnie reklamowanej „matki-Polki”? Gdzieś tam na dnie podświadomości czai się przeczucie, że w zasadzie nie mamy za co nienawidzić Ruskich. Na dziesięć osób zaczepionych na ulicy, siedem odpowie, że nie cierpi Ruskich, ale gdy padnie następne pytanie „za co”, nie wiedzą co odpowiedzieć. „A bo to złodzieje” – można na przykład usłyszeć, ale gdy zapytamy „co panu ukradli”, odpowiada, że „no, nic, tak się to mówi”.

      Przypominanie zaborów, jest używaniem wytrycha do otwartych drzwi. Kto z obecnych rusofobów może coś konkretnego powiedzieć o zaborach, kto zna szczegółową ich historię? Dlaczego Polskę „rozebrano”? Kto był temu winien? Założę się, że oglądając obraz Matejki „Rejtan”, mało kto obecnie wie, o co tam chodzi. Kto zdradził, kto sprzedał Polskę zaborcom? Odpowiedź brzmi: Sami Polacy – a nawet powiem więcej – sam kwiat polskiej arystokracji. Czy można argumentować na temat „rosyjskiej agresji”? Poczytajmy prawdziwą historię obu krajów, nie tą, którą tworzy IPN. Ile razy Ruscy na nas napadli, a ile razy my na nich?

         A czterdzieści pięć lat „rosyjskiej okupacji” Polski? Kto nas nią obdarzył? Bez naszego udziału Europę podzielono na strefy wpływów, USA i Wielka Brytania wytyczyły nowe granice nie pytając nikogo o zdanie. Z Niemiec zrobiono dwa osobne państwa, a Polskę okrojono bez zgody Polaków. Granice w Afryce i na Bliskim Wschodzie wytyczono pod linijkę nie bacząc, że w ten sposób dzieli się bezlitośnie narody, grupy etniczne i religijne. Ale my, Polacy, nie bierzemy tego pod uwagę i wciąż patrzymy na Zachód, jakby stamtąd miało przyjść zbawienie – zaś patrząc w tamtą stronę, odwracamy się tyłkiem do wschodniego sąsiada, któremu zawdzięczamy tak wiele.

         Jak by na to nie patrzeć, ZSRR wyzwolił Polskę z niemieckiej okupacji. Na terytorium Polski zginęło kilkaset tysięcy radzieckich żołnierzy, polskie ziemie są dosłownie przesiąknięte ich krwią. To są fakty prawdziwej historii. Naszą wdzięczność wyrażamy rusofobią oraz bezczeszczeniem grobów i pomników wdzięczności wzniesionych za komuny, jednocześnie kłaniając się i podlizując Zachodowi, choć już wiemy, do jakiego stopnia jest „zgniły”.

        Lizusostwo jest obrzydliwą cechą. Tak jak cała klasa w szkole nie cierpi lizusów, podlizujących się nauczycielom w nadziei uzyskania lepszej lokaty pomimo miernych zdolności i wstrętu do pracy nad sobą – tak samo społeczeństwo ich nie lubi. A mimo to wielu, bardzo wielu Polaków posiada tę cechę w mniejszym lub większym stopniu zaawansowaną. W dawnych szlacheckich czasach takimi lizusami byli szaraczkowi szlachcice, którzy „trzymali się pańskiej klamki” pasożytując na magnackich dworach. Dzisiaj są też tacy, którzy wiszą u pańskiej klamki tych, co mają pieniądze zdobyte na brudnych biznesach, ludzi u władzy i tych, którym się powiodło. Czy nadal jest w Polsce zwyczaj urządzania podwójnych imienin? To znaczy jedno przyjęcie (skromniejsze) dla rodziny i prawdziwych przyjaciół, zaś drugie (wystawne) dla tych, których opłaca się zaprosić, bo „coś mogą” oraz mogą się przydać. Czy to nie jest czepianie się pańskiej klamki?

        Lizus jest klakierem, trollem, hipokrytą, który w swojego pana wierzy jak w ewangelię, patrzy mu z uwielbieniem w oczy, stara się zgadnąć jego myśli i przy każdej okazji nie szczędzi mu pochwał. Inaczej mówiąc pompuje pańskie ego tak długo, aż fortuna nie dokona zwrotu i zabraknie okruchów z pańskiego stołu – jak się kiedyś mówiło: Pańska łaska na pstrym koniu jeździ. Wtedy odwraca się i szuka innego pana i innej klamki.

       Myślę, że zabory nie trwałyby aż tak długo, gdyby Polacy wcześniej wzięli się za organizowanie narodowych powstań, zamiast czepiać się klamek zaborców i Napoleona. Ile zostało polskiej krwi przelane na innych ziemiach w obronie nie zawsze czystych interesów zagranicznych panów?

      Polscy rusofobi ochoczo przyłączyli się do post zimnowojennej rusofobii zachodniej. To też przejaw polskiego lizusostwa, hipokryzji i narodowej dulszczyzny. To jest też trzymanie się pańskiej klamki – w tym przypadku Waszyngtonu, Londynu i Brukseli. Oni nienawidzą Ruskich, to co, my mamy być gorsi? Przecież Ruscy nam to… i owo, i tamto zrobili, a my jeszcze nie mieliśmy okazji, żeby się odpowiednio odwdzięczyć. Nie, nie – nie za wyzwolenie spod władzy nazistów, lecz dlatego po prostu, że nienawiść do Ruskich jest w modzie.

     Dlaczego Zachód nienawidzi Ruskich? Ze strachu, który czai się w podświadomości przywódców, którym Rosja przeszkadza w realizacji brudnych imperialistycznych planów. Wmawia się narodom wyimaginowane koncepcje i „fakty”, że Rosja stanowi zagrożenie dla pokoju światowego, stabilizacji gospodarczej i demokracji. Demokracji na zachodnią modłę oczywiście. Rosja jest jedynym straszakiem, który czai się w wyobraźni tych, którzy mają nieczyste sumienia. Ten strach rodzi się ze zmyślonych podejrzeń i oskarżeń, które tak wbiły się umysły, że stały się goebelsowską prawdą oraz z niejasnego poczucia, że Rosja rzeczywiście może iść prostą drogą, uczciwie, zgodnie z prawem. Zachodni establishment dobrze wie, że prowadzi podwójną grę, politykę kłamstw, nieuczciwości, krętactwa i że stawia się ponad prawem. Zdaje sobie sprawę, że wzbierający wrzód musi któregoś dnia pęknąć. Każdy krętacz i kłamca zostanie pewnego dnia zdemaskowany, i tego się boi.

        Polskiemu establishmentowi zależy, aby przypodobać się Zachodowi. Za wszelką cenę chcemy być „zachodni”, zwłaszcza dlatego, że obecnie od Ruskich dzielą nas tak wielkie kraje jak Białoruś i Ukraina. Wydaje się niektórym polskim politykom, że w ten sposób Polska przesunęła się nieco na Zachód i już nie jest krajem Europy Wschodniej. Przyłączenie się do zachodniej rusofobii w pewnym sensie nas nobilituje – robimy przecież to, co robi ukochana Ameryka, szykowna Francja, nadal jeszcze potężna Wielka Brytania. My, biedni i zacofani Polacy, jesteśmy razem z klasą panów, z istotami ludzkimi najwyższego gatunku.

        Putin jest „cichy i pokornego serca”, ale do czasu. Nie zapominajmy, że Putin jest graczem na arenie międzynarodowej. Jest szachistą i mistrzem japońskiej walki – od ludzi, którzy osiągnęli perfekcję w tych dziedzinach, oczekuje się rozwagi, logiki, cierpliwości i stalowych nerwów. Putin jest właśnie taki, „nie wadzi nikomu”, ale gdy go zaczepią, odpowie z całą siłą. Pomyślmy logicznie – czy będzie miał inne wyjście? Czy ktoś pomyślał, że każda próba uderzenia na Rosję z terenu Polski, spotka się z natychmiastowym odzewem, być może nuklearnym? Co z Polski pozostanie? Gdzie wtedy będą obrońcy z przereklamowanego NATO? Czy nie odwrócą się do nas tyłkiem jak W. Brytania i Francja w 1939?

         Pamiętajmy, że historia lubi się powtarzać.